Akcja: Nie kradnij zdjęć! Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | na słodko | na słono
RSS
wtorek, 30 listopada 2010

 

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

 

Polenta tak przygotowana jest bardzo dobrym dodatkiem do mięsa lub można ją jeść ot tak z różnymi sosami. Moim ulubionym jest chyba sos z orzechów włoskich, który można zobaczyć tu. Chyba Rumunii są największymi specjalistami od polenty, którą nazywają mamałygą. Nie byłem jednak w Rumunii, a ten przepis pochodzi z Włoch i jest zaczerpnięty z książki Marleny de Blasi Smaki południowej Italii (recenzja tu) i ukazuje się w ramach akcji "Jedzmy kasze" organizowanej przez blog Przy stole. Tę potrawę gotuje się na najmniejszym możliwym ogniu w garnku z grubym dnem, bo kasza lubi się przypalać.

 

2 szklanki kaszy kukurydzianej (po 250ml)

4 szklanki wody

2 szklanki mleka

50g masła

sól, pieprz

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka cukru

200g startego parmezanu

olej do smażenia i wysmarowania foremki

 

 

W garnku zagotować mleko, wodę, sól, cukier i masło. Do gotującej się mieszaniny wsypujemy powoli kaszę ciągle mieszając (najlepiej trzepaczką). Gotować na najmniejszym możliwym ogniu mniej więcej przez 15 minut bardzo często mieszając. Pod koniec mieszania dodać parmezan i mieszać, aż się wszystko połączy. Kaszę wylać do natłuszczonej foremki (może być plastik, folia aluminiowa, zwykła forma do pieczenia). Poczekać aż kasza wystygnie, wyrzucić ją z formy (łatwo Wam pójdzie) i pokroić na sześciany. Następnie smażyć na patelni aż  nam kasza się zarumieni.

 

 

poniedziałek, 29 listopada 2010

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

 

 

 

Wpis ukazuje się w ramach "Wypieków drożdżowych" organizowanych przez Bella w kuchni. Prawdziwa pizza może nam się udać tylko w prawdziwym piecu, gdzie temperatura jest tak wysoka, że nie ma szans "próbować tego w domu". Niezłym wyjściem z sytuacji jest kamień do pizzy, którego zadaniem jest naśladować prawdziwy piec. A teraz 10 przykazań, których należy przestrzegąć, aby upiec prawdziwą pizzę. Przykazania zostały sformułowane przez Naples Pizza Association (oczywiście w oryginale nazwa jest po włosku ale ja mam akurat amerykańską książkę).

1. Ciasto powinno zawierać jedynie mąkę, wodę, drożdże i sól. Nie wolno dodawać żadnego tłuszczu.

2. Ciasto powinno być wyrabiane ręcznie lub certyfikowanymi mikserami.

3. Ciasto powinno być pozbawiane powietrza (punch down) jedynie ręcznie bez użycia maszyn lub wałka do ciasta.

4. Średnica pizzy nie powinna nigdy przekraczać 30cm.

5. Nie należy piec pizzy w żadnych formach lecz bezpośrednio w piecu.

6. Piec powinien być zbudowany z cegieł lub z podobnego materiału jak na przykład kamień wulkaniczny i powinien być opalany drewnem.

7. Temperatura pieca powinna wynosić minimum 400 stopni.

8. Pizza marinara powinna składać się wyłącznie z następujących dodatków: pomidory, oregano, czosnek, oliwa i sól. Pizza Margerita powinna zawierać jedynie pomidory, mozzarellę, oliwę, bazylię i sól.

9. Pizza nie powinna być spieczona lecz dobrze wypieczona i pachnąca z miękką, wysoką krawędzią.

10. Wariacje na temat klasyki mogą być inspirowane tradycją oraz fantazją kucharza lecz nie powinny stać w sprzeczości z regułami dobrego smaku oraz prawem dotyczącym żywości.

 

Kilka komentarzy. Po pierwsze byłem zdziwiony, że do cista nie powinno się dodawać oliwy. Zawsze to robiłem, kucharze z Neapolu byliby wściekli;) Po drugie ileż to razy widzieliśmy pizze olbrzymy przekraczające daleko 30cm w obwodzie. Swoją drogą ciekawe, jakie jest uzasadnienie tego prawa. Po trzecie podoba mi się, że podkreśla się tu zgodność wariacji na temat z kulinarnym dobrym smakiem. Jeśli bowiem pójdziemy na przykład do Pizzy Hut spotka nas tam niesmaczny nadmiar (im więcej tym lepiej i drożej) oraz bezguście.

 

Teraz przepis na pizzę z parmezanem, a dokładniej na dwie 30 centymetrowe. Pochodzi on z cytowanej książki Pizza Charles'a i Michele Scicolone.

 

ok. 4 szklanek mąki (po 250ml)

1 szklanka i 1/3 wody

2 łyżeczki soli

paczka drożdży w proszki lub mniej więcej 20g drożdży świeżych

200g parmezanu

 

Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Dodajemy sól, parmezan oraz mąkę. Wyrabiamy ciasto na nieklejące się ciasto. Jeśli będzie za rzadkie, dodajemy mąkę Wyrabiamy przez 10 minut. Odstawiamy ciasto do miski wysmarowanej oliwą i smarujemy oliwą wierzch ciasta, żeby nie wyschło. Powinno nam rosnąć 1,5 godziny. Następnie dzielimy ciasto na pół, formujemy dwie kule i pozostawiamy na jeszcze godzinę do wyrośnięcia. Po godzinie z kul formujemy rękoma (bez wałka) dwie okrągłe pizze. Pieczemy na kamieniu do pizzy albo na blasze w najwyższej temperaturze piekarnika, dopóki pizza się nie zarumieni na krawędziach. Składniki na górze według uznania. Na zdjęciu oliwki, parmezan, czosnek oraz suszone pomidory i grillowana papryka.

 

 

 

12:15, tjaryma6
Link Komentarze (5) »
niedziela, 28 listopada 2010

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

To cannelloni jest oryginalne, bo nie jest nadziane szpinakiem ani mielonym mięsem. Jest lekkie i naprawdę pyszne. Gdybym miał napełniać te przeklęte rurki łyżką tudzież łyżeczką, chyba bym oszalał. Najlepiej użyć szprycy do kremów ale wtedy trzeba mieć bardzo grubą końcówkę do wyciskania farszu, a składniki nadzienia trzeba dość drobno pokroić. Nadzienie jest dość rzadkie a beszamelu dużo tak. żeby cannelloni nam nie wyschły.

 

Sos

 

1200ml mleka

6 łyżek mąki

dwie grube gałązki  rozmarynu

100g masła

250ml pure z dyni

sól, pieprz, gałka muszkatołowa

 

Farsz

 

500g sera tłustego z kubełka

200g boczku

300g pokrojonej w kostkę dyni

1 średnia cebula

2 ząbki czosnku

sok z cytryny

2 jajka

100ml śmietany

sól, pieprz, rozmaryn

 

250g cannelloni

100g sera pleśniowego do posypania

 

 

Mleko zagotowujemy z rozmarynem i odstawiamy na 2 godziny. Robimy beszamel z rozmarynowego mleka, mąki i masła. Dodajemy przyprawy oraz pure z dyni. Przygotowujemy farsz. Boczek pokrojony w kostkę smażymy na patelni mniej więcej 5 minut a następnie dodajemy pokrojoną cebulę i czosnek. Solimy (niewiele), pieprzymy i dodajemy rozmaryn, Smażymy dopóki się cebula zeszkli a następnie dodajemy dynię i smażymy tak długo, aż dynia będzie "al dente" ;) Mieszaninę studzimy i dodajemy ją razem z przyprawami i śmietaną do sera.Doprawiamy sokiem z cytryny, żeby całość nie byla mdła.  Następnie dodajemy jajka. Nadzienie będzie dość rzadkie. Cannelloni nadziewamy farszem najlepiej szprycą. Na spód do naczynia do zapiekania wylewamy połowę beszamelu, na sos wykładamy nadziane cannelloni i polewamy je pozostałym sosem.  Na wierzch sypiemy jeszcze trochę rozmarynu i pokruszony ser. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 30 minut.

 

sobota, 27 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

 

Konfitura pyszna i piękna. Cóż więcej dodać. Nadaje się do ciast do przełożenia jak i do ozdabiania (zobaczcie tu). Przepis pochodzi z książki Mes Confitures Christine Ferber i nie wiem jak to się stało ale przysłali mi tę książkę w języku  francuskim, którego nie znam. Siedzę więc nad słownikiem i w pocie czoła tłumaczę i chyba dobrze, bo konfitura wyszła. Przepis się ukazuje w ramach Tygodnia korzennego i cytrusowego organizowanych przez odpowiednio  przez Palcelizać i Cośniecoś

 

 

Przepis

 

1300g pigwy

200ml soku z pigw (ja dałem sok z pomarańczy)

850g plus 100g cukru

2 pomarańcze umyte, pokrojone w całości w cienkie plasterki

sok z jednej cytryny

sok z dwóch małych pomarańczy

pół łyżeczki mielonego kardamonu

 

 

 

Pigwy obrać i oczyścić z gniazd nasiennych. Pokroić na cienkie plasterki. Odstawić. Plasterki pomarańczy, sok z dwóch pomarańczy oraz 100g cukru smażyć dopóki plasterki nie staną się przezroczyste. Dodać resztę składników poza kardamonem i doprowadzić do wrzenia. Pozostawić na drugi dzień. Następnego dnia doprowadzić konfiturę do wrzenia i smażyć przez 30 minut (przepis mówi, że wystarczy 10 minut) aż konfitura dobrze nie zgęstnieje. Kardamon dodajemy w ostatniej chwili. Smażenina powinna mniej więcej stracić połowę swojej objętości. Możecie gotować owoce też krócej, jeśli chcecie mieć rzadszą konfiturę. Konfiturę gorącą nakładamy do wyparzonych i podgrzanych słoików, odstawiamy do góry dnem i czekamy aż wystygną.

 

piątek, 26 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Zdjęcie stąd

 

Jedzenie, które macie w kuchni w swoich szafkach może pokazać wam, jak dobrze lub źle jesteście przygotowani do sytuacji, kiedy wracacie do domu wieczorem i nie zrobiliście zakupów. Możemy zrobić na początku takie ćwiczenie. Otwórzcie swoją szafkę kuchenną i pomyślcie, ile posiłkow moglibyście/mogłybyście zrobić z rzeczy, które macie w szafce. (zakładamy, że w lodówce znajdziemy podstawy tj. jajka, mleko czy masło). I co? Jak Wam poszło?

 

Jest wiele książek kucharskich, które obiecują wspaniały obiad w 30 minut przy minimum wysiłku. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, ale wymaga wiele pomysłowości oraz bardzo dobrych gatunkowo produktów, które można ze sobą zmieszać tak, żeby wyszło nam coś dobrego, szybkiego i, chciałoby się powiedzieć oryginalnego, ale, jeśli już ktoś znajdzie jakąś dobrą potrawę, którą uwielbia i jest ona szybka, to zwykle się jej trzyma i powtarza i powtarza... Moją ulubioną książką, która w tytule ma fast food jest Real Fast Food Nigela Slatera. Autor podaje ogromny wybór szybkich dań, niektóre można zrobić nawet w 15 minut, a przy tym są one niebanalne (no dobrze, nie wszystkie) i naprawdę pyszne.

 

Jeśli chcemy jednak z tej książki gotować, musimy mieć parę rzeczy w swojej kuchni, które właściwie powinny byc tam zawsze, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nie zdążymy zrobić zakupów. Slater tak definiuje funkcję szafki kuchennej: "Głównym sensem istnienia szafek kuchennych jest dostarczanie nam posiłków w ostatniej chwili bez konieczności robienia zakupów. Dzięki szafce kuchennej możemy skupić się na przykład na wybieraniu wspaniałej wołowiny do gulaszu zamiast kupować w biegu jałowiec i paprykę." Szafka kuchenna to nie tylko oszczędność czasu ale także wielka inspiracja, bo brak i konieczność ograniczenia się do tego, co mamy, działają zawsze twórczo.

 

Co więc Nigel ma w swojej szfce?

-3 rodzaje oliwy: do smażenia, do przyprawiania sałatek i jedną smakową lub też jakiś olej aromatyczny z orzechów lub sezamu

-ryż, makaron i mąka ( w Polsce jeszcze kasze), ziemniaki, cukier

-ocet na winie

-musztarda

-sól, pieprz, przyprawy: kolendra, curry, papryka, cynamon, chili

-różne sosy np. pesto, krem z karczochów, tapenada

-puszki a w nich: ciecierzyca, fasola, pomidory, sardynki, anchovies, łosoś

-miód, dżem (np. morelowy)

-suszone pomidory

-masło fistaszkowe

 

Na bezludną wyspę Nigel wziąłby parmezan, cytryny, suszone grzyby oraz ciemną czekoladę i Turkish Delight. Jak Wam się podoba ten zestaw? Ja bym na pewno dodał do mojej szafki kuchennej także cebulę i czosnek, kasze (gryczaną i jęczmienną) oraz oliwki. Zrezygnowałbym  z masła orzechowego i suszonych grzybów.

 

Żeby zacytować jakiś przepis z jego książki, wybrałem makaron z niebieskim serem. Sami widzicie jakie to banalne ale jakie dobre i szybkie, kiedy w ciemnościach wracamy z pracy i jest zimno.

 

225g makaronu

175g gorgonzoli

50g masła

pieprz

zielona pietrusdzka (ja bym dodał, on nie)

 

Gotujemy makaron.  W tym czasie rozcieramy ser z masłem w naczyniu, w którym podamy makaron. Odcedzony makaron wykładamy na ser, mieszamy, dodajemy pieprz i pietruszkę. Jemy.

 

A jakich Wy macie kandydatów na jedzeniowych towarzyszy na bezludnej wyspie;)?

czwartek, 25 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

To mój pierwszy cytat z innego bloga; tak się składa, że z bloga Przystole, gdzie jakiś czas temu znalazłem dobry przepis na szybkie bułki, które można doprawiać, jak nam się żywnie podoba. W oryginale z serem i z boczkiem, u mnie najczęściej z suszonymi pomidorami, boczkiem i oliwkami. Tu podaję przepis, do którego dodałem słonej, węgierskiej pasty paprykowej, która nadaje smak i ładny kolor. Ważne, żeby nie starać się zrobić tych bułek takich zbyt ładnych i akuratnych. Ciasto można łatwo "przerobić" i będzie twarde. Jeśli nam się klei za bardzo, zmoczmy ręce wodą. Przepis różni się trochę od oryginału, możecie porównać klikając na powyższy link. Najlepsze są te bułki jeszcze ciepłe z gorgonzolą.

 

Składniki

 

3,5 szklanki mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

pół łyżeczki soli

pół łyżeczki cukru

bazylia, oregano, pieprz

pół łyżeczki sody

80ml pasty paprykowej

200ml maślanki

50g boczku pokrojonego

sparzony i pokrojony w talarki por (biała część)

suszone pomidory (ile chcecie, nigdy za dużo)

 

50ml oliwy

1 jajko

 

 

Suche składniki mieszamy. Mokre składniki mieszamy z boczkiem, porem i pomidorami. Mokre dodajemy do suchych mieszamy i formujemy bułki. Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy formę do piekarnika nagrzanego do temperatury 220 stopni. Pieczemy przez ok. 20 minut.

środa, 24 listopada 2010

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

!

 

Rolady z bitą śmietaną to klasyka. Dlaczego taką właśnie, pyszną, aromatycznie cytrusową roladą nie osłodzić sobie długich, listopadowych wieczorów? Lekka, wyśmienita i o wiele prostrza do zrobienia, niż wielu sądzi, ozdobiona kandyzowaną pigwą, rolada dla prawdziwych łasuchów. Dodatek dyni powoduje, że ciasto jest bardziej miękkie i lepiej się zwija. Zapraszam. Akcja "Cytrusowy tydzień" organizowana przez Palce Lizać.

 

SKŁADNIKI:

 

Ciasto

 

3 jajka

3/4 szklanki mąki plus 2 łyżeczki przyprawy do piernika

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3/4 szklanki pure z dyni

3/4 szklanki cukru

 

 

Krem

 

60ml cointreau

320ml śmietanki 30%

200g rozpuszczonej białej czekolady

100g pistacji, pokruszonych

50g cukru

dżem pomarańczowy

 

 

PRZEPIS

 

Robimy ciasto. Białka uijamy z cukrem na sztywno. Dodajemy po jednym żółtku a następnie składniki sypkie. Mieszamy i wylewamy ciasto na foremkę o wielkości 35 na 35 cm wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy ciasto w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez mniej więcej 12 minut. Ciasto wykładamy na sciereczkę posypaną cukrem pudrem, zdzieramy papier do pieczenia i lekko zwijamy ciasto (koniecznie jeszcze ciepłe). Odstawiamy do wystudzenia.

Robimy krem. Ubijamy śmietanę z cukrem i dodajemy cointreau. Następnie dodajemy roztopioną i wystudzoną białą czekoladę oraz pistacje. Krem odstawiamy do stężenia, będzie się nam lepiej smarował a rolada będzie bardziej ścisła. Smarujemy ciasto dżemem pomarańczowym a następnie kremem. Zawijamy roladę i ozdabiamy ją kremem, pisatacjami oraz kandyzowanymi pomarańczami (u mnie kandyzowana pigwa).

poniedziałek, 22 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

Zdjęcie z  pieczonym czosnkiem

 

 

W nawiązaniu do kolorów na zdjęciu Nigella Lawson powiedziałaby zapewne, że kuskus wygląda jak wysadzany szlachetnymi kamieniami. My jednak nie będziemy zapuszczać się w tak wydumane porównania. Ten kuskus jest na jesień, na zimę i na cały rok ale teraz szczególnie mamy ochotę na jedzenie, które wygląda tak, że wraca do nas życie. Najlepszy jest do kurczaka smażonego z dodatkiem cytryny, czosnku i masła. Można też ten kuskus wymieszać z pieczonym lub grillowanym kurczakiem. Danie na 4 osoby.

 

250g kuskus

ok. 300ml bulionu

suszone owoce razem 150g  (morele, rodzynki, żurawina)

50g migdałów uprażonych

zielona pietruszka

2 upieczone papryki bez skórki, pokrojone

sól

pieprz

2 łyżeczki garam masali

sok z cytryny

 

 

 

Suszone owoce moczymy aż będą miękkie. Morele następnie kroimy w paski. Wszystkie składniki (zostawiamy trochę pietruszki i migdałów do przybrania) poza bulionem mieszamy razem. Zalewamy wszystko gorącym bulionem i zostawiamy pod przykryciem na około 5 minut. Następnie doprawiamy do smaku. Skrapiamy jeszcze cytryną.

niedziela, 21 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Buraki są nieznośne w kuchni, zabarwią wszystko, co będzie w pobliżu. Podobno na przyjęciach noblowskich nie podaje się buraków i jagód, bo barwią wszystko dookoła. Za to sałatki z buraka są niezrównane, tylko trzeba go ożenić z czymś, co jest zdecydowane w smaku np z serem pleśniowym albo orzechami w karmelu. Słodycz trzeba jednak złamać cytryną, limonką lub octem. Jeśli danie z buraków ma być obiadem, musimy podać je z czymś konkretnym na przykład z kaszą jęczmienną. Przepis ukazuje się także w cyklu "Jedzmy kasze" zorganizowanego przez bloga przystole. Potrawa nadaje się  na porządny obiad dla dwóch osób.

 

 

Składniki

 

100g kaszy jęczmiennej ugotowane z solą, ciepłej

100g sera pleśniowego pokrojonego w kostkę

pół cebuli namoczonej w soku z pół limonki

świeża bazylia

sól

pieprz

4 średnie buraki ugotowane, pozbawione skórki i pokrojone w kostkę

sok z pół limonki

 

Orzechy

 

100g orzechów włoskich

3 łyżki miodu płynnego

szczypta soli, pieprzu i pieprzu cayenne

 

 

Przygotowujemy orzechy. Miód mieszamy z przyprawami i obtaczamy w nim orzechy. Wykładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i prażymy w 150 stopniach przez 5 minut. Wyciągamy, studzimy.

 

Kaszę doprawiamy solą, pieprzem i cebulą namoczoną w limonce.  Dodajemy połowę sera pleśniowego. Na talerz wykładamy kaszę, posypujemy burakami, pozostałym serem i orzechami włoskimi. Wyciskami na górę sok z połowy limonki i dekorujemy bazylią.

 

 

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Kupiłem wczoraj książkę Marleny De Blasi pod tytułem Smaki Południowej Italii Wydawnictwa Literackiego. Książka jest naprawdę wspaniała, choć nie ma w niej żadnych obrazków (trochę szkoda), ale przepisy i pełne uroku teksty o południowych Włoszech wynagradzają ten mały mankament. De Blasi  napisała książkę o włoskiej kuchni regionalnej, dlatego podzielona jest ona na rozdziały według regionów takich jak Sycylia, Kalabria czy też Kampania i Abruzja. Jeśli chodzi o przepisy, są one wybitnie mięsne tj. mamy tutaj dużo dań z wieprzowiny, cielęciny oraz przede wszystkim z jagnięciny. Na szczęście południe obfituje także w warzywa i dlatego znajdziemy tutaj także wiele dań opartych na nich.

 

Szukający dań słodkich także nie będą zawiedzeni, bo każdy rozdział o potrawach konkretnej kuchni regionalnej kończy się przepisami na dania słodkie. Uwielbiam tę książkę za to, że przepisy De Blasi obiecują wspaniale zniuansowane smaki, gdzie, choć musimy się zaopatrzyć nierzadko w  wiele składników, czeka na nas wspaniała uczta wyrafinowanych smaków. Żeby zaoferować Wam porównanie: cukier wanilinowy jest marnym substytutem dlatego, że oferuje nam smak, który zamiast być delikatny i jednocześnie bogaty, bije w nasze kubi smakowe sztuczną prostotą jak budowa cepa. Kuchnia południowych Włoszech to naturalne produkty plus zaskakujące połączenia.

Żeby zaprezentować przykłady smaków De Blasi, mamy tutaj przepis na makaron z migdałami i suszonymi pomidorami, w którym możemy także znaleźć skórkę pomarańczową, czosnek, chili i czerwone wino. Do marynowanego miecznika w soli i grappie, De Blasi proponuje mało słodką marmoladę cytrynową a królika dusi w miodzie z kasztanami. Patrząc na te połączenia nie mogę się oprzeć przekonaniu, że kuchnia południowych Włoch wiele odziedziczyła z kuchni śedniowiecza.

Dania słodkie to przede wszystkim dużo różnych orzechów, miodu i pomarańczy. Przy okazji każdego przepisu możemy poznać także jakąś ciekawą historię  i tak w przepisie na ciasto migdałowo - orzechowe możemy się dowiedzieć, że ten kruchy wypiek był kiedyś pieczony w kształcie figurek żołnierzyków na koniach, a następnie rozdawany dzieciom w święto w San Marzano.

Zaletą książki jest to, że jest niezwykle różnorodna. Znajdziemy tutaj dania mięsne, rybne oraz z owoców morza. Jej mocną stroną są także zupy, potrawy z warzyw a nawet z ziemniaków. No i oczywiście czekają na nas oryginalne słodycze jak na przykład tarta figowa doprawiana anyżem. Trzeba także pochwalić tłumacza Jacka Koniecznego, że się naprawdę spisał, a o dobre tłumaczenie jest niezwykle trudno szczególnie, jeśli przypomnimy sobie na przykład fatalne tłumaczenie Nigelli Christmas. Razi mnie jedynie zwracanie się do czytelnika na TY i to o dziwo w rodzaju męskim (w Nigella Christmas był to rodzaj  żeński) a przecież książki kucharskie są szczególnie kierowane dla kobiet.  Seksizmu łatwo byłoby uniknąć zwracając się po prostu do czytelników per Wy.

Książkę bardzo polecam tym bardziej na zimę, nie da nam zapomnieć o lecie. Jak tylko coś z niej ugotuję, dam Wam znać.

Wydawnictwo Literackie, 2010

Tagi: recenzja
09:34, tjaryma6
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3