Akcja: Nie kradnij zdjęć! Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | na słodko | na słono
RSS
piątek, 31 grudnia 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Te ciastka nawiedzały mnie od dawna. Po pierwsze dlatego, że nadzienie do nich jest intrygujące i przede wszystkim niemakowe, co najczęściej się zdarza z ciastkami na Boże Narodzenie w Polsce. Poza tym kształt ciastek też jest pomysłowy a dodatkowo stoi za nimi sycylijska tradycja. Ciastka nie są trudne do zrobienie, są co najwyżej zmudne, bo jest ich dużo i trzeba je wałkować, rolować i nadziewać ale warto. Są bardzo kruche i nie za słodkie. Ciasto kruche użyte w przepisie nazywane jest we Włoszech pasta frolla i jest najcześciej używane do słodkich wypieków. Przepis pochodzi ze strony internetowej znanego pastry chefa Nicka Malgieri nickmalgieri.com

 

 

 

Ciasto

 

 

  • 4 szklanki maki (wszystkie po 250ml)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka proszku d pieczenia
  • 4 jajka
  • 80g cukru
  • 230g masła zimnego pokrojonego w kostkę

 

 

Nadzienie

 

 

  • 200g fig
  • 150g suszonych śliwek
  • 100g rodzynek
  • 75g migdałów
  • 100g  skórki pomarańczowej
  • 100g gorzkiej czekolady
  • 3 łyżki ciemnego rumu
  • pół łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej

 

 

 

Robimy ciasto. Wymieszać sypkie składniki. Dodać masło i wyrobić tak, żeby ciasto przypominało mokry piasek. Dodać 4 jajka i szybko wszystko zagnieść. Odstawić na  minimum 2 godziny do lodówki.

 

Figi i rodzynki zagotowujemy w wodzie i odcedzamy. Jeszcze gorące miksujemy w blenderze i dodajemy resztę składników. Znowu miksujemy w blenderze (czekolada nam się rozpuści, bo masa będzie jeszcze gorąca). Nadzienie będzie dość gęste.

 

Wyjmujemy 150g kawałek ciasta i rozwałkowujemy go na szerokość 7 centymetrów i długości ok. 40cm (może być krótszy ale nie szerszy lub węższy) Nadzienie nakładamy wzdłuż dłuższego boku i rolujemy. Rolując ciasto wydłużamy je  trochę, tak, żeby nie było zbyt grube. Dzielimy rulon na mniej więcej równe cylindry. Każdy cylinder nacinamy po obu stronach na 1/3 jego długości. W ten sposób wyjdą nam X-y. Ciastka pieczemy przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 30 grudnia 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Sałatka prosta, soczysta i właściwie letnia. Melony najlepsze w lecie ale takie zimowe też mogą być. Nię bądźmy zbyt wymagający;)

 

 

Składniki

 

  • sałata lodowa porozrywana na kawałki
  • melon galia pokrojony w kostkę
  • garść orzechów włoskich
  • pół papryki pokrojonej w kostkę
  • pół opakowania  kiełków z rzodkwi
  • pół czerwonej cebuli drobno pokrojonej, namoczonej w soku z połowy limonki (20 minut)
  • oliwa
  • sól
  • pieprz
  • zielona pietruszka pokrojona drobno

 

 

Warzywa mieszamy, dodajemy melon. Doprawaimy solą i pieprzem, polewamy oliwą. Posypujemy zieloną pietruszką.

 

wtorek, 28 grudnia 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Ta marynata jest taka po polsku, bo jest w niej i kminek i kolendra i czosnek. Mięso z udźca nadaje się zarówno na obiad jak i na zimny bufet, bo dobrze się kroi i jest ścisłe. Poza tym przepis jest bardzo prosty: robimy marynatę, nacieramy indyka a następnie pieczemy na drugi dzień. No, praktycznie samo się wszystko robi.

 

  • 1500g udźca z indyka z kością
  • 3 łyżki musztardy
  • 1 łyżka kolendry
  • pół łyżeczki pieprzu
  • 1 łyżka kminku
  • 3 łyżki octu winnego
  • 6 łyżek oleju
  • 2 łyżki posiekanego rozmarynu
  • 6 ząbków czosnku
  • sól

 

Mięso myjemy i nacieramy solą. Mieszamy składniki marynaty poza czosnkiem. Czosnek niedbale rozgniatamy płaską stroną noża i wkładamy pod skórę udźca. Udziec nacieramy marynatą i pozostawiamy na noc. Na drugi dzień mięso wkładamy do rondla i przykrywamy folią aluminiową. Pieczemy w temperaturze 190 stopni przez mniej więcej 1,5 godziny. W czasie pieczenia raz mięso obracamy. Jeśli mięso nie jest dostatecznie zrumienione, pod koniec pieczenia zdejmujemy folię i dopiekamy mięso pod grillem przez mniej więcej 15 minut. Mięso jest upieczone, kiedy po nakłuciu, wycieka z niego przezroczysty sok.

 

Tagi: indyk
10:06, tjaryma6
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 grudnia 2010

 

Indyk pieczony (przepis jutro)

 

Mężczyźni generalnie nie gotują, i wyłączam tutaj ważnych i znanych kucharzy, którzy zawsze istnieli a nigdy wiosny nie czynili. Ile jest blogów o gotowaniu prowadzonych przez mężczyzn? Mam wrażenie, że niewiele. Bo mężczyźni mają ważniejsze rzeczy do roboty i naprawdę rzadko są zawstydzeni poziomem swojego gotowania, jak to widać często na blipie. Wiadomo, że jeśli już facet coś ugotuje, to jest to tak szczęśliwe i nieoczekiwane wydarzenie, że abstrahujemy automatycznie od tego, co zostało ugotowane. Faceci, jak wiadomo nadają się do czegoś bardziej pożytecznego, co odpowiadałoby ich wrodzonemu powołaniu (Wrodzonemu? Powołaniu?)

Czy więc gotowanie jest ważne i poważne dla kobiet? No też nie, bo chociaż „muszą”, to z pasją nie chcą. Bo zwykle niepostrzeżenie w związkach w gotowanie są wtłaczane. Czy tego chcą czy nie chcą, tak jakoś się dzieje. Są jednak i kobiety i mężczyźni, którzy chcą i lubią gotować. Czy jednak wypada się tym chwalić? Czy to, że mają czas gotować (codziennie sic!), nie świadczy jedynie o tym, że  nie mają, co zrobić ze swoim życiem, mają za dużo czasu, więc go marnują, a przecież można go lepiej spędzić, bardziej produktywnie? Co tak naprawdę ze swoim czasem jednak robią Ci, którzy „spędzają go bardziej produktywnie” nie gotując? Zapytajcie się o to, ciekawe, co Wam odpowiedzą. Moja mama zawsze mawiała widząc mnie w kuchni, po co się tyle męczyć i do dzisiaj nie może zrozumieć, że ja się nie męczę, ja odpoczywam. Ona jest jedną z tych kobiet, dla których gotowanie to niewdzięczne i właściwie niegodne zadanie.

Platon napisał w Gorgiaszu, że kucharze są szarlatanami, bo schlebiają najniższym gustom a gotowanie nie jest sztuką, bo kucharze, właściwie nie wiedzą, co czynią. Dla większości ludzi gotowanie to nic prostszego, dopóki nie zaczną sami gotować i okazuje się wtedy,że nawet oczyszczenie pora do zupy staje się wyzwaniem, nie mówiąc o ugotowaniu jajka na miękko. Bo gotowanie wymaga wiedzy, doświadczenia i smaku. Oraz pewności siebie, które bierze się z doświadczenia, z gotowania wielu potraw, które nam wyszły i które zepsuliśmy, bo przecież uczymy się na błędach. Człowiek, który zaczyna gotować, dopiero wtedy czuje się śmieszny (dla odmiany jest po tej drugiej stronie), kiedy zadaje pytanie: A ile to się ma gotować? i otrzymuje odpowiedź, że aż się ugotuje.

Chciałoby się, żeby słowo kuchnia zabrzmiało dumnie, żeby dało się oderwać od tego nieznośnego tła XIX wiecznych kucharek, zgrzebnej kuchni PRL-u czy też kuchni jako miejsca wstydliwego i niechcianego, które musi gdzieś tam być, ale lepiej żeby nie było go widać. Problem w tym, że język, którym się posługujemy nie jest do końca naszym językiem, bo pobrzmiewa w nim cała historia tej nieszczęsnej kuchni. Zmieniajmy więc język i przyzwyczajenia, bo zawsze będą się ludzie nam dziwić, że lubimy gotować.

16:18, tjaryma6
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 grudnia 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Hiszpanie rok w rok w grudniu kupują 26 tys. opakowań turronu. Jest to przysmak wybitnie świąteczny, doskonałe połączenie czekolady, pomarańczy i migdałów. Wiem, że macie teraz wiele słodkiego do jedzenia ale możecie turron zrobić na Sylwestra, będzie jak znalazł, kiedy trzeba będzie się wzmocnić. Przepis pochodzi z książki The New Spanish Table Anya von Bremzen.

 

 

 

Składniki

 

  • 350g gorzkiej czekolady
  • 200g migdałów uprażonych i zmielonych
  • skórka z 4 pomarańczy pokrojona w cienkie paski
  • 250g cukru
  • 125ml soku pomrańczowego
  • 80ml cointreau
  • 100g masła
  • cukier puder

 

Skórkę pomarańczową łączymy z cukrem i sokiem pomarańczowym. Smażymy przez 35 minut. Syrop będzie miał konsystencję pomiędzy karmelem a żelatyną (skórka pomarańczowa to 30% pektyn). Syrop studzimy. Metalową miskę stawiamy na garnek z lekko gotującą się wodą. Wlewamy syrop ze skórką i pokrojoną czekoladę. Mieszamy tak długo aż czekolada się rozpuści. Dodajemy masło i mieszamy do rozpuszczenia się. Następnie dodajemy migdały i cointreau. Mieszamy i przekładamy do foremki wyłożonej folią tak, żeby jej brzegi wychodziły poza krawędzie foremki. Studzimy mniej więcej przez 6 godzin. Stężały turron kroimy na kawałki i posypujemy cukrem pudrem.

piątek, 24 grudnia 2010

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

Sałatka na Święta, tym razem trochę bardziej treściwa, bo z ziemniakami. Najważniejsze to zalać oliwą ziemnaiki, kiedy są jeszcze ciepłe. Tylko wtedy wchłoną cały tłuszcz i będą bardzo dobre.

Wszystkim, którzy byli na moim blogu, i tym, którzy jeszcze nie byli wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Dziękuję za wszystkie komentarze.

 

 

  • 330g wędzonego łososia
  • 700g ziemniaków
  • puszka kukurydzy
  • puszka białej fasoli
  • 3 pokrojone gałązki selera naciowego
  • szczypiorek
  • 50ml oliwy
  • 2 ząbki czosnku sprasowane
  • 2 łyżki musztardy
  • sok z jednej cytryny
  • sól
  • pieprz
  • koper
  • jogurt
Ugotować ziemniaki. Pokroić je nie bardzo elegancko i zalać mieszaniną oliwy, czosnku i musztardy, Wymieszać. Łososia skropić cytryną. Ziemniaki jeszcze ciepłe wymieszać z selerem, kukurydzą i fasolką oraz szczypiorkiem. Dodać łososia. Doprawić jeszcze całą sałatkę solą pieprzem i cytryną. Podawać z jogurtem wymieszanym z solą i koperkiem.
czwartek, 23 grudnia 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Pamiętajcie w czasie Świąt, że nie samą czekoladą, mięsem, śledziami i pierogami zyje człowiek i przydałoby sie wtedy zjeśc coś także na surowo, wiecie... na trawienie ;)

 

 

 

  • 1 mała kapusta pekińska pokrojona dość drobno
  • 70g uprażonych migdałów
  • 1 por, biała część, pokrojona
  • 2 mandarynki, podzielone na cząstki
  • ziarenka i sok z dwóch granatów
  • sok z jednej cytryny
  • 5 łyżek oliwy
  • zielona pietruszka
  • świeża bazylia
  • sól
  • pieprz

 

 

Połączyć wszystkie składniki i doprawić solą, pieprzem oliwą i cytryną.

środa, 22 grudnia 2010

 

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

To jest przepis dla tych, którzy zjedliby mielone mięso ale nie za bardzo mają ochotę na kotlety, pulpety czy też "pieczeń rzymską" Nie robi się bardzo długo a na pewno wygląda lepiej niż pulpet. Przepis (poza orzechami) pochodzi ze świetnej książki Andreasa Viestada Kitchen of Light.

 

 

Mięso

 

 

  • 900g cielęciny
  • 2 jajka
  • 2 ziemniaki ugotowane i rozgniecione na pure
  • 1/4 szklanki bułki tartej (szklanka 250ml)
  • sól
  • pieprz
  • 1/2 szklanki śmietanki 30%
  • 1 cebula drobno pokrojona

 

 

Wszystkie składniki połączyć. Masę odstawić na 1 godzinę.

 

Farsz

 

 

  • 2 pory biała część, pokrojone i blanszowane przez 3 minuty
  • bazylia pokrojona średnio drobno (pół krzaczka z doniczki)
  • garść orzechów włoskich pokrojonych

 

 

Masę mięsną wykładamy na stół lub dużą deskę do krojenia zwilżoną wodą. Wilgotnym wałkiem rozwałkowujemy mięso na prostokąt o grubości 2,5 cm. Na mięso wykładamy nadzienie z  bazylii, orzechów i porów. Mięso z nadzieniem kroimy wzdłuż dłuższego boku na połowę. Zwijamy pierwszą połowę w roladę pomagając sobie szerokim nożem. Roladę dzielimy na 4 części i przenosimy do naczynia, w którym będziemy je zapiekać  w piekarniku. Na dno nalewamy odrobinę oliwy. Wkładamy rolady do piekarnika na 20 minut nastawionego na 180 stopni. Następnie włączamy grill i rumienimy rolady przez 5 minut. Tak samo postąpić z drugą częścią mięsa. Jeśli macie duże naczynie do zapiekania możecie upiec wszystkie roaldy na raz.

 

wtorek, 21 grudnia 2010

 

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Zaczęło się od tego, że miało to być ciasto z nadzieniem szpinakowym, ale, ponieważ we Wrocławiu wczoraj była koszmarna pogoda, stwierdziłem, że trzeba zrobić nadzienie z czymś, co akurat mam w domu. Wyszło więc mi coś w rodzaju "biednej" tapenady (oliwki, orzechy, sok z cytryny i czosnek), w której nie znajdziecie (stety? niestety?) ani kaparów ani anchovies. Ciasto z tym nadzieniem jest bardzo dobre do barszczu na przykład, ale ja zjadłem je po prostu same jedynie z dodatkiem chutneya śliwkowego. Pycha!

 

 

Ciasto

 

 

  • 3-3,5 szklanki mąki (wszystkie po 250ml)
  • łyżeczka drożdży świeżych
  • łyżeczka soli
  • 1 łyżka cukru
  • 1 jajko
  • 250ml mleka
  • 75g masła bardzo miękkiego ale nie oleistego

 

 

Nadzienie

 

 

  • 200g czarnych oliwek
  • 3 ząbki czosnku
  • 150g orzechów włoskich
  • 1 kulka mozarelli
  • kilka łyżek mleka (jeśli nadzienie zbyt gęste)
  • sok z cytryny
  • 2 łyżki musztardy
  • dużo zielonej pietruszki

 

 

 

 

 

Przygotowujemy ciasto. Drożdże mieszamy z mlekiem, jajkiem oraz cukrem i dodajemy 2 szklanki maki i miękkie masło. Ciasto wyrabiamy 5 minut. Następnie dodajemy resztę mąki i wyrabiamy ciasto kolejne 5 minut. Ciasto powinno być miękkie, nieklejące się, i łatwe do rozwałkowania. Odstawiamy ciasto do wyrośnięcia na 2 godziny. Przygotowujemy nadzienie. Miksujemy wszystkie składniki w blenderze poza pietruszką. Dodajemy pietruszkę i doprawiamy do smaku. Ciasto rozwałkowujemy na prostokąt. Masę smarujemy na cieście i zwijamy je jak roladę. Przenosimy ciasto na formę do pieczenia wyłożoną papierem i formujemy w wieniec. Następnie nożyczkami podcinamy ciasto na 2/3 grubości co 3 centymetry. Ciasto z nadzieniem wywijamy trochę na zewnątrz, żeby nadzienie było widoczne. Wieniec powininen rosnąć jeszcze mniej więcej godzinę. Następnie wkładamy ciasto na 30 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.

 

poniedziałek, 20 grudnia 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

 

Dzisiaj kolejna recenzja dwumiesięcznika Food & Friends, numer drugi. Niektórzy uważają, że zawsze najtrudniejszy. Nie będę się tym razem rozwodził na temat różnych mankamentów tego pisma (które się nieźle trzymają także w numerze drugim), postaram się raczej skupić na samych potrawach. Dla porządku jednak przypomnę krótko, co szczególnie nie podobało mi się w numerze pierwszym (recenzja tu). Zaczynając od potraw, są one w większości przypadków trudne i pracochłonne do wykonania, a sama redakcja niczego nam nie ułatwia: nie tłumaczy technik przygotowania konkretnych przepisów, nie opisuje produktów, które przeciętnemu mieszkańcowi Polski z niczym się nie kojarzą oraz nie podaje skąd je wziąć. Cały magazyn to właściwie seria artykułów reklamowych na temat ekskluzywnych miejsc, gdzie można ciekawie spędzić czas i zjeść bardzo dobre i oryginalne jedzenie. Czasopismo zatem jest, jak widać, niekończenie dla tych, którzy chcą coś nowego ugotować, choć nie przeczę, że można w przepisach znaleźć wiele inspiracji. Na plus magazynu trzeba zaliczyć piękne zdjęcia potraw oraz ogólną staranność tego wydawnictwa.

 

 

Wracając jednak do aktualnego numeru magazynu. Otwieramy magazyn i już na początku oglądamy miłe dla oka zdjęcia oryginalnie podanych zimowych zup kremów, które redakcja nazywa „shotami”. Zupy jednak są co najwyżej poprawne, bo nie ma nic oryginalnego w kolejnej korzennej dyniowej, pietruszkowej czy też burakowej (choć ta akurat jest podana z limonkowym jogurtem). Moją uwagę przykuła jedynie zupa krem z prażonego czosnku, czyli pieczonego czosnku w łupinach, który potem dodawany jest do śmietanki i miksowany.

 

 

Następnie redakcja przedstawia nam książkę kucharską NOMY, skandynawskiej restauracji, która robi ostatnio furorę na całym świecie (7-daniowe menu 1049 euro). Właściwie przedstawienie książki sprowadza się jedynie do pokazania 4 zdjęć pochodzących z tej publikacji oraz dwóch przepisów, niestety nie na kultową grządkę warzywną na słodowym podglebiu z ziołami, a bardzo bym był ciekawy, jak to zrobić. Przydałaby się jakaś recenzja tej książki tym bardziej, że nie jest ona oczywiście przetłumaczona na język polski. Trzeba pochwalić redakcję Food & Friends za podanie relacji z festiwalu Film Food Fest, która musiała być bardzo ciekawym wydarzeniem. Śmieszy jednak trochę rozmowa z Joanną Albin marketing managerem z Kuchni.tv, która opowiada o tym, jak kanał ten ciągle kupuje nowe produkcje. Z własnego doświadczenia wiem, że Kuchnia.tv to ciągłe powtórki w większości nudnych programów kulinarnych (a jak sobie przypomnę opadnięte na bokach kruche ciasto braci Kuroniów...).

 

 

Następny rozdział to przekąski i tutaj strasznie mi się spodobały frytowane kuleczki z sera koziego w dipie z maliny moroszki (super kombinacja kontrastów), pomysł na pasztet kaczy w figach gotowanych z porto (choć to raczej propozycja podania niż przepis). Przepis na zimowe podsuszone pomidory to raczej nieporozumienie, bo trudno mi sobie wyobrazić, że coś może pomóc zimowym pomidorom i wykrzesać z nich odrobinę smaku. Sałatka z buraków z kremem chrzanowym to po prostu nowa propozycja podania ćwikły.

Potrawy z restauracji Lux przypominają dzieła sztuki, a już nadziewana truflami jagnięcina przywodzi na myśl abstrakcje Jacksona Pollocka . Nie będę się wypowiadał na temat przepisów, bo po prostu nie mam pojęcia jak może smakować np. sercówka z kolczakiem obłączastym.

 

 

Dalej mamy relację z Fjallgarden, restauracji na stoku narciarskim, gdzie szczególnie mnie zainteresował pstrąg wędzony na zimno z zupą Vichysoisse (biała zupa z warzyw korzeniowych doprawiona trawą cytrynową) oraz z kremem z koziego sera. Możemy tam także skosztować słodkich deserów: daiquiri rokietnikowe z bananowo-czekoladowym cygarem i pianką z białej czekolady. W kolejnej restauracji Villa Tottebo najbardziej chciałbym spróbować mus gruszkowy z czekoladkami, sorbetem gruszkowym, kwaskową pianką o smaku gruszkowym oraz z marynowaną gruszką z anyżem gwiazdkowym, suszoną gruszką i kryształkami gruszkowymi: no czyż to nie jest wspaniały przykład potrawy restauracyjnej ale nazwę to mogliby skrócić uff.

Zimowe menu to solona pierś kacza z marmoladą z cebuli oraz sandacz z pieczonymi ziemniakami z cebulą w sosie z czerwonego wina. Na deser parfait jabłkowe z masą z orzechów piniowych. Pewnie na kremowe ciasto orzechowe z jogurtem waniliowym nie miałbym już miejsca, a dla porządku muszę wspomnieć, że ciasto kruche na zdjęciu nie wygląda dobrze, jest jakby zbite i źle upieczone.

W rozdziale Zielone jest zdrowe na uwagę zasługuje jedynie sałatka marchewkowa z pomarańczą i tymiankiem oraz risotto z groszkiem i cytryną. Najbardziej rzuca się jednak w oczy sałatka z młodych buraków z serem feta (nazwę skracam), bo zdjęcie jest po prostu genialne, jak piękny obraz oczywiście abstrakcyjny. Reszta rozczarowuje banałem: zupa fasolowo- pomidorowa, zupa selerowa z karmelizowanym cebulą czy cannelloni ze szpinakiem.

W opowieści o karierze polskiego kucharza Pawła Oszczyka we Włoszech zwraca uwagę przede wszystkim comber jagnięcy pieczony oraz  Mille Feuille z gorzkiej czekolady z musem czekoladowo-śliwkowym, musi być pyszne.

W czasopiśmie mamy także relację z Dziupli, której specjalnością są dania z łosia. Nie znam się na dziczyźnie, dlatego mój jedyny komentarz a propos łosi jest taki: jeśli sama redakcja pisze, że w Puszczy Kampinowskiej żyje jedynie 200 łosi, to przydałaby się informacja, skąd Państwo z Dziupli biorą swoje mięsa z łosia?

Na koniec należałoby wspomnieć 4 strony poświęcone Magdzie Gessler. Obiecująco wygląda mus-pasztet z łososia z sosem pomarańczowo-gorczycowym. Piernik bardzo standardowy, nic ciekawego, Mamy jeszcze kurnik wileński ale skąd wziąć do niego główny składnik czyli grzebienie kogucie? Nie wiem, nie wiem też czy chciałbym je jeść. Co do stylu, bo redakcja bardzo reklamuje stylizację stołu Gessler jako świat Alicji z Krainy Czarów. Redakcja, moim zdaniem, przypadkowo trafiła w dziesiątkę jeśli chodzi o gust Magdy Gessler. A gust to kiczowaty nadmiar, czyli właśnie coś, co dzieci lubią najbardziej. Ten przeładowany stół pełen luster, mikołajów, złotych kieliszków i koszmarnych talerzy rodem z rokoko. No i ten stroik na żyrandolu prosto z Wesela, coś okropnego. Gessler szanuję za rewolucje w kuchniach ale niekoniecznie w estetyce.

 

Powyżej stół Magdy Gessler

Jak pisałem wcześniej, Food & Frieds to czasopismo miłe do pooglądania, czasami do inspiracji. Zdecydowanie jednak nie traktujcie go jako zbioru przepisów, które chcecie zrobić w kuchni, dużo pracy i lepiej jednak iść do restauracji.  Strona http://www.foodandfriends.pl/

Tagi: recenzja
11:50, tjaryma6
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3