Akcja: Nie kradnij zdjęć! Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | na słodko | na słono
RSS
wtorek, 31 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Jak wiadomo, istnieją nie tylko chłodniki z botwinką, chociaż te są jedne z najlepszych. Ten akurat chlodnik jest zielony i pachnie koperkiem i pieczoną papryką. Naprawde polecam tę zupę w upały, kiedy nie chce się jeść nawet schabowego, oczywiście, jeśli ktoś lubi. 

 

Składniki

 

  • 1 awokado
  • 1 zielona papryka upieczona w piekarniku
  • pół długiego ogórka
  • pęczek zielonej pietruszki 
  • pęczek koperku
  • 2 cebule dymki
  • 2 ząbki czosnku zmażdżone przez praskę
  • 1 litr jogurtu 
  • 1 jajko na twardo na osobę
  • sól
  • pieprz
  • ocet winny lub cytryna
  • oliwa extra vergine

 

Z upieczonej i przestudzonej papryki ściągamy skórę. Miksujemy awokado i paprykę. Dodajemy do jogurtu i mieszamy. Dorzucamy pokrojoną zieleninę, pokrojony w kostkę ogórek i czosnek. Ewentualnie rozcieńczamy chłodnik lodowatą wodą. Doprawiamy solą, pieprzem i octem lub sokiem z cytryny. Dolewamy dobrą oliwę extra vergine. Zupę podajemy z jajkiem lub/i grzankami.

piątek, 27 maja 2011

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

To danie to właściwie trochę rizotto z kaszy jęczmiennej w połączeniu z bakłażanem. Kuchnia włoska spotyka kuchnię polską, a, jak widac, spotkanie jest bardzo owocne. Zaręczam, że świeża szałwia nie smakuje jak lekarstwo na gardło. Smacznego.  

 

 

 

Składniki

 

  • 1 bakłażan
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 250g mozarelli
  • 200g kaszy jęczmiennej
  • 200ml soku pomidorowego
  • 100ml wody
  • szałwia
  • sól
  • pieprz
  • tymianek
  • oliwa

 

Bakłażana kroimy w plastry i smażymy na grorącej oliwie. Plastry wykładamy na talerz. Cebulę z czosnkiem smażymy tak, żeby nie nabrały koloru. Dodajemy kaszę, smażymy, aż będzie lekko szklista. Solimy, pieprzymy i dodajemy tymianek i szałwię. Dodajemy sok pomidorowy oraz wodę i dusimy przez 20 minut, aż kasza wchłonie prawie cały płyn. Wykładamy na kaszę plastry bakłażana oraz mozarellę, posypujemy szałwią. Polewamy oliwą i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 minut. 

 

czwartek, 26 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

To nie jest zwykły quiche, bo na cieście drożdżowym i z białym serem. Przepis pochodzi ze starej książki Elizabeth David French Provincial Cooking, a autorka przekonuje, że jest nie mniej oryginalny od tego na samej śmietanie i żółtkach. Na pewno ma mniej kalorii. Możecie go oczywiście zrobić na cieście kruchym, jeśli wolicie. 

 

Ciasto

 

  • 300g mąki
  • 3 jajka
  • 100g masła
  • pół łyżeczki soli
  • woda
  • łyżeczka drożdży

 

Nadzienie

 

  • 500g szparagów osobno szczyty i łodygi
  • 1 cebula pokrojona
  • 220g sera bialego nie sernikowego (zbyt mokry)
  • 3 jajka
  • tymianek
  • sół
  • pieprz
  • 100g boczku pokrojny w kostkę

 

 

1. Mieszamy drożdże z odrobiną wody i mąki. Odstawiamy na 10 minut. Dodajemy resztę mąki, jajka, sól i ewentualnie wodę. Ciasto nie może być za rzadkie. Wyrabiamy, aż ciasto przestanie się kleić. Dodajemy miękkie masło i wyrabiamy tak, żeby się wszystko połączyło. Odstawiamy do wyrośnięcia na 1,5 godziny.

2. Boczek wytapiamy i dodajemy cebulę, szklimy bez rumienienia. Dorzucamy pokrojone na plasterki łodygi szparagów. Solimy, pieprzymy i dusimy przez 10 minut.

3. Szczyty szparagów smarujemy oliwą.

4. Ciasto wykładamy na blachę lub dużą tortownicę (32cm). Formujemy je jak pizzę z podwyższony randem. Środek powinien być płaski, dlatego na środku umieszczamy papier do pieczenia i obciążamy np. dużą ilością fasoli. Odstawiamy do wyrośnięcia na 30 minut.

5. Ser biały ucieramy tak, żeby nie miał grudek. dodajemy szparagi z cebulą i boczkiem. Solimy, pieprzymy. Następnie dodajemy 3 jajka, nadzienie będzie dość rzadkie.

6. Obciążone ciasto bez nadzienia wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 10 minut. Następnie ciasto wyjmujemy, jeszcze trochę dociskamy środek i wlewamy nadzienie. Układamy szczyty szparagów.  Pieczemy jeszcze pół godziny, aż nadzienie lekko urośnie. 

wtorek, 24 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Moglibyście powiedzieć, że odgrzewam starą sprawę, bo odcinek Rewolucji na talerzu TVN, o którym będzie mowa, miał swoją premierę w 2010 roku. Ale, po pierwsze, nowe odcinki można oglądać znowu od marca tego roku, po drugie, w końcu to świetny pretekst, żeby napisać o tym, jakich błędów nie popełniać, kiedy robimy ciasto drożdżowe. 

Zanim napiszę cokolwiek, tutaj jest link, klikajcie i wyróbcie sami sobie zdanie. Może też zobaczycie sami, jakie błędy są popełniane przez p. prezenterki. Ciasto drożdżowe zaczyna się od 14:43 minuty.

 

 

Czy panie potrafią gotować? Nie, nie potrafią, a są przedstawione jako specjalistki. Są raczej ładnym opakowaniem, które ma udźwignąć program. Ale rzeczywistość skrzeczy. Nie będę się wypowiadał na temat, czy przepis podany w programie, gdzie używa się mąki pszennej razowej oraz żadnych jajek, jest lepszy czy gorszy z punktu widzenia odchudzania się, bo nie czuję się kompetentny. W programie za to widać dokładne, że ich ciasto drożdżowe jest zbite i nieapetytczne:

1. Do ciasta dodajemy pół szklanki miodu plus banan, 10 moreli i jagody. Jak wiadomo ciasta drożdżowe powinny być tylko lekko słodkie, dlatego wystarczy mniej więcej 4-5 łyżek cukru na 400g mąki, oczywiście jeszcze mniej jeśli dodajemy owoce czy kruszonkę. Nie ma sensu więc dodawać aż pół szklanki miodu, tym bardziej, że upieczony miód w cieście jest tylko cukrem, nie ma właściwości "zdrowotnych".

2. Morele razem z bananem są mielone w malasekrze. Po co robić to morelom, których kawałki powinno się czuć w cieście jak bakalie?

3. Wg. autorek ciasto nie wyrasta dzięki mące razowej a dzięki mące białej. Ciekawe stwierdzenie, zważywszy na fakt, że o dziwo istnieją chleby z mąki razowej.

4. Nie ma potrzeby przesiewać mąki do ciasta drożdżowego, ciasto urośnie wystarczająco dzięki drożdżom

5.Największy błąd. Panie dodają PRZED wyrobieniem ciasta olej i miód. Jak wiadomo cukier i tłuszcz znacznie ogranicza rozwój glutenu w cieście, dlatego ciasto drożdżowe z programu jest takie zbite. Nie chodzi tu nawet tak bardzo o to, że w cieście nie ma jajek. Cukier dodaje się do ciasta pod koniec wyrabiania a tłuszcz dopiero, kiedy ciasto będzie wyrobione. 

6. Jagody dodawane są do ciasta w czasie wyrabiania, co sprawa, że w cieście zamieniają się w pulpę. Ciasto jest za mokre. Najlepiej jagody wyłożyć na wierzch ciasta, lub ostrożnie po wyrobieniu dodać do ciasta, a i to tylko wtedy, kiedy ciasto jest dość rzadkie. 

7. Panie nie podają, jak długo nalezy wyrabiać ciasto lub przynajmniej jakiego efektu po wyrabianiu powinniśmy się spodziewać.

8. Ciasto powinno wg prezenterek rosnąć 30 minut, co oczywiście jest za krótko. W zależności od temperatury ciasto powinno rosnąć od 45 do 90 minut.

9. Ciasto wyrosło słabo, do tego trochę tak, jakby temepratura była za wysoka na początku, ponieważ boki nie wyrosły, jedynie góra. Mamy więc ciasto wyglądające jak babka piaskowa. Dzieje się tak także dlatego, że ciasto zbyt krótko rosło.

10.Ciasto jest zbite i ma warstwę lekkiego zakalca na spodzie.

11. Myślę, że ciasto jednak byłoby znacznie  lepsze z jajkami (wystarczyłoby 3-4), a kalorii nie byłoby aż tak o wiele więcej. Poza tym lepiej zjeść mniej rzeczy dobrej niż więcej czegoś drugiego gatunku. Myślę, że ten przepis jest po prostu zły.

Dla relaksu lub wręcz przeciwnie obok na wklejce z facebooka możecie kliknąć link, gdzie w Wściekłych garach Pan Gessler i państwowa TVP robią darmową reklamę gotowych produktów spożywczych z IKEI. Można się tam także dowiedzieć, że Polacy nie znają połączenia musztardy i miodu. 

09:12, tjaryma6
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 23 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

To potrawa, która powinna być bardzo dobrze przyprawiona. Wiem, że generalnie do słodkich potraw dodajemy coś kwaśnego albo odwrotnie ale tym razem danie to powinno być, jeśli to możliwe, bardzo słodkie i bardzo kwaśne. Oczywiście zależy od waszego smaku jakie będzie. Najlepiej smakuje z czymś o neutralnym smaku z ryżem lub kuskusem. Przepis luź no oparty na Vegetable Book Jane Grigson

I jeszcze  z innej baczki. Wczoraj oglądałem program Rewolucje na talerzu TVN i wiem, że to news bardzo przebrzmiały ale jak zbaczyłem te Panie robiące ciasto drożdżowe w pierwszym odcinku pierwszego sezonu, to... Muszę jutro o tym napisać Obok na wtyczce facebooka link. Będzie to wpis edukacyjny, jak NIE robić ciasta drożdżowego. 

 

Składniki

 

  • 100ml soku pomidorowego
  • 1 cebula pokrojona w kostkę plus 2 ząbki czosnku pokrojone
  • 1 papryka pookrjona w pasy
  • 1 bakłażan pokrojony na plastry
  • sol
  • pieprz
  • sok z cytryny 

 

SOS 

 

  • 1 łyżka rodzynek
  • 40g cukru
  • 6 łyżek octu
  • 1 łyżka masła
  • pół łyżeczki soli
  • cynamon do doprawienia ptrawy na koniec 

 

 

Na patelnię wylewamy trochę oliwy. Układamy na przemian cebulę z czosnkiem, bakłażan i paprykę. Każdą warstwę skrapiamy odrobiną soku z cytryny, posypujemy pieprzem i solą. Wlewamy sok pomiodorowy wymieszany z 50 ml wody. Dusimy pod przykryciem 10 minut. W rondlu łączymy składniki sosu i gotujemy przez 10 minut. Następnie sos wlewamy do bakłażanów, wszystko przykrywamy i dusimy jeszcze przez 30 minut. Bakłażany ostrożnie wyjmujemy z patelni najlepiej szeroką łyżką. Pozostały sos redukujemy i doprawiamy cytryną, cukrem, solą pieprzem i odrobiną cynamonu. 

sobota, 21 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to filet po polsku, ale pewnie  gdzieś indziej też się go tak podaje. Jest pyszny i pachnie koprem i chrzanem. I nie przegotujcie tego łososia, bo szkoda. Danie na dwie osoby.

 

Składniki

 

  • pęczek kopru, pokrojony
  • 5 łyżek smietany kwaśnej 18%
  • 2 łyżeczki chrzanu
  • 1 cebula drobno pokrojona
  • sok z cytryny
  • sól
  • pieprz
  • masło do posmarowania formy
  • filet z łososia o wadze 400g

 

 

Łososia na 4 godziny przed pieczeniem solimy, pieprzymy i skrapiamy sokiem z cytryny. Obkładamy połową kopru. Po 4 godzinach nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, małe naczynie do zapiekania smarujemy masłem. Mieszamy śmietanę z resztą kopru, chrzanem, pieprzem, cebulą i odrobiną soli. Dodajemy jeszcze trochę soku z cytryny. Łososia przekładamy do formy wysmarowanej masłem, przykrywamy śmietaną i pieczemy 15 minut w piekarniku. Bardzo dobry z młodymi ziemnaikami z masłem i koprem, a jakże. 

Tagi: łosoś
10:08, tjaryma6 , na słono
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 


Chciałem napisać o książce Flavour Thesaurus Niki Segnit zaraz, kiedy ją dostałem. Ale stwierdziłem, że poczekam na szparagi, żeby pokazać potencjał tej książki. Bo jak zobaczycie, szparagi nie tylko pasują do sosu hollandaise, szynki i parmezanu.

Niki Segit postawiła sobie bardzo ambitny cel zebrania różnych smaków, ich pogrupowania według podobieństw i pokazania, co pasuje do czego. “Pasować” tutaj można przynajmniej na dwa sposoby: na przykład szparagi pasują do ziemniaków, dzięki podobieństwu, oboje posiadają ten sam”orzechowy, ziemisty smak” wg Segit. Gdybyśmy się ograniczyli jedynie do podobieństwa, tytuł tej książki byłby nad wyraz odpowiedni; „thesaurus” to słownik wyrazów bliskoznacznych. Tyle, że dzieło to obfituje w połączenia, które opierają się na przeciwieństwach np. buraki trochę mdłe, o zapachu i smaku ziemi plus chrzan, który przenosi buraka na inny poziom: wyciąga i wzbogaca jego słodycz. Nie wspominając o różnych połączeniach z cytryną. Nie jest to więc, jak widać, zawsze thesaurus.

Autorka wybrała 99 produktów (od kawy, przez różne mięsa, do szparagów) i podzieliła je na grupy wg tożsamości smaku. W ten sposób stworzyła koło, gdzie podobne grupy sąsiadują ze sobą. Ale posłużmy się przykładem: do smaków określonych mianem “serowe” należą po kolei: ser kozi (sąsiadujący z mięsem kozim ze smaków mięsnych), sery typu Stilton (skórka płukana w solance), sery niebieskie, sery twarde, sery miękkie (np. Camambert). Tu kończy się grupa serowa i zaczyna się grupa „pachnąca ziemią”, którą zapoczątkowują grzyby, a dalej bakłażan, kumin, burak, ziemniak i seler. W tym miejscu zaczyna się grupa smaków musztardowych: rukiew, kapary i chrzan. Po musztardowych mamy smaki „siarkowe”: cebula, czosnek, trufle, kapusta, brukiew, kalafior, brokuł, karczochy szparagi i jajko. Uff

Jak widzicie podziały są kontrowersyjne, ale przecież mówimy o smakach a nie o matematyce. Trudno mi na przykład wyczuć w szparagach nuty siarkowe tak samo jak nie rozumiem dlaczego korzeń pietruszki autorka zaliczyła do grupy pieprzowej razem z bazylią, gałką muszkatołową, goździkami i cynamonem. A jak Wy myślicie? Ma to sens?

Książka obok połączeń podaje proste przypisy, jak podane zestawy smaków zrealizować. Nie spodziewajcie się jednak właściwych przepisów z listą składników, z wytłumaczonymi poszczególnymi etapami gotowana. Te przepisy są w stylu Elizabeth David, kilka linijek, bo są proste i kierowane do doświadczonych gotujących. Mi to nie przeszkadza, a raczej działa na moją wyobraźnię. Ta książka to kopalnia pomysłów, która pokazuje, jak najbardziej zaskakujące zestawienia mogą działać, bo sprawdzają się w innych niż nasze częściach świata I tak na przykład: można zrobić chutnej z orzeszkami ziemnymi, ogórkiem, chili, limonką i kokosem czy też połączyć grapefruit z awokado czy niebieskim serem.

A teraz z czym do szparaga wg Niki Segit? Szparagi pasują do słonych produktów mlecznych (twarde sery i sosy na bazie masła). Dobre są z prażonymi migdałami duszonymi na maśle z cytryną. Sprawdza się ze smakami anyżowymi (sos bearneński z estragonem), z grzybami (flan szparagowy z kurkami duszonymi w sosie śmietanowym z maderą i ostrygami) i jajkiem na miękko (końcówki szparagów zanurzamy w płynnym żółtku). W Azji podaje się szparagi z sosem z orzeszków ziemnych, dobre są także z pomarańczami (do sosu hollandaise dodajemy 2 łyżki zredukowanego soku z czerwonych pomarańczy) Szparagi pasują także do słonych szynek i boczków, białej ryby, groszku i ziemniaków. Na koniec potrawa, która podobno ma być afrodyzjakiem: szparagi plus trufle (wg. autorki trufle zawierają ślady substancji podobnej do męskich hormonów świni ale nie będę z tej rewelacji wyciągał wniosków). Myślę, że w najbliższym czasie zrobię szparagi z orzeszkami ziemnym, bo chyba to najdziwniejsze dla mnie połączenie.

Na koniec zrobiłem sobie fanpage'a na fb, więc, jeśli Was interesuje, to klikajcie. 

poniedziałek, 16 maja 2011

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Przepis na jedną osobę, bo dzisiaj gotuję tylko dla siebie. Danie wymaga mniej więcej 15 minut pracy a jest bardzo dobre i do tego lekkie. Myślę, że można dodać do tego makaronu jeszcze świeżych ziół na przykład szałwi lub tymianku, będzie jeszcze lepsze. 

 

 

Składniki 

 

 

  • 100g makaronu
  • pół papryczki chili
  • 2 ząbki czosnku
  • 300g szparagów
  • 1 mała cukinia, koniecznie młoda
  • parmezan do posypania
  • sok z cytryny
  • oliwa

 

Ze szparagów odcinamy szczyty, a resztę kroimy na cienkie plasterki. Chili i czosnek przysmażamy na oliwie bez rumienienia i dodajemy szparagi. Doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Dusimy pod przykryciem przez 15 minut lub krócej. NIe mogą się rozlatywać. Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Cukinię kroimy w cienkie plastry nożem szczelinowym tak, jakbyśmy obierali warzywa. Plastry solimy, pieprzymy i skrapiamy sokiem z cytryny. Przygotowujemy cukinię nie wcześniej niż 10 minut przed planowanym jedzeniem, inaczej wydzieli  zbyt dużo soku. Makaron odcedzamy i dodajemy do uduszonych szparagów. Dodajemy cukinię i posypujemy parmezanem. 

niedziela, 15 maja 2011

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

Nigella Lawson, jak wszystkim wiadomo, jest dobra na wszystko i dla każdego. Jednych utwierdzi w przekonaniu, żeby, bez względu na koszty, słuchali w kuchni swojego instynktu, innych pozbawi poczucia winy, kiedy nie wszystko, co podadzą na obiad, będzie „domowej roboty”. Jeszcze innych, tych mniej zainteresowanych gotowaniem, po prostu uwiedzie. Ale to nie będzie pozytywna recenzja, bo, moim zdaniem, format „Nigella Lawson” po prostu się wyczerpał.

 

Ale zacznijmy od tego, co najbardziej zirytowało mnie w tej książce. Kuchnia Nigelli została przetłumaczona w sposób niebywale seksistowski. Najwyraźniej tłumaczkom nie przyszło do głowy, że mężczyzna mógłby gotować i kupić tę książkę. Angielski ma tę łatwość, że czasowniki milczą o płci, u nas wystarczy liczbę pojedynczą np. mogłabyś zamienić na mnogą moglibyście i problem jest rozwiązany. Tym bardziej, że denerwuje mnie ten proceder spoufalania się z czytelnikiem. Autorki tumaczenia jednak nie wpadły na ten prosty pomysł i zdecydowały się pisać tylko dla kobiet. Ciekawe jednak, że same tłumaczki nie są konsekwentne, bo choć przez cały czas mówią do swojej „siostry” czytającej książkę, to czasami wyrywa im się z „Drogi Czytelniku”. Cóż Old habits die hard. I jeszcze jedno, choć należy pochwalić tłumaczki za to, że wszystkie angielskojęzyczne nazwy są wyjaśnione, to nie obyło się bez wpadek. I tak na przykład w przepisie na frittatę z mortadelą nikt nie wyjaśnia czytelnikom/czytelniczkom, że mortadella to dobra włoska kiełbasa, co powoduje, że czytający zaczynają podejrzewać, że autorce zepsuł się gust i ma ochotę na parówkową z PRL-u.

 

Tytuł książki Kuchnia Przepisy z serca domu, sugeruje, że pomysł opiera się na wyczarowaniu „Nigelli prywatnie” i okraszenie tego obrazka „osobistymi przepisami” Tyle, że zarówno z pisarstwa Nigelli jak i z przepisów, nie wynika ani nic nowego ani oryginalnego, a cały koncept wydaje się być niczym innym niż wabikiem. Zacznijmy jednak od stylu. Nie, nie będę się rozwodził nad niewiarygodnie kiczowatym stylem autorki, bo to się wielu może podobać albo jako komedia albo... no cóż niektórzy biorą to na poważnie. Chodzi mi jednak o to, że to przegięcie zaczyna już być nużące. Nigella albo się za bardzo stara być zabawna na serio albo nie ma nic po prostu do powiedzenia, no przynajmniej nic nowego do powiedzenia. Czasami jest także nie do końca jasne, co chce powiedzieć. I tak w przepisie na placek migdałowo-malinowy nie wiemy czy placek nie należy do gatunku cut and come again, bo jest tak dobry, że szybko znika, czy dlatego, ze nie nadaje się do długiego przechowywania. Tematy pisarstwa Nigelli sprowadzają się do 4 haseł: Kuchnia dobra na wszystko, Nie wstydź się swoich popędów w kuchni, Zalety długiego mieszania i Autentyczność potraw nie jest istotna. Ale ileż można czytać o tym, że nie warto się spinać w kuchni, bo gotowanie jest terapeutyczne?

Czwarty temat dotyczący autentyczności dużo nam powie o tym, dla kogo nie jest ta książka. Nie jest ona dla tych gotujących, którzy uwielbiają czytać książki kucharskie o autentycznych potrawach regionalnych z danego kraju. Jeśli tego chcecie, czytajcie Marlenę de Blasi czy na przykład tych wszystkich Amerykanów mieszkających we Francji i piszących o tym kraju. Nigella, jak sama pisze, nie podróżuje samolotem, a przechadza się po supermarkecie, wkłada różne regionalne produkty do koszyka, miesza je ze sobą i wpada na chwytliwą nazwę, która jej pasuje. I tak mamy w tej książce potrawy, które tylko dlatego, że mają dużo przypraw, nazywane są po indyjsku, albo potrawy, które Nigelli nasuwają różne asocjacje wystarczające, żeby połączyć je luźno z jakimś miejscem na ziemi. Przykładem skrajnym takich potraw jest meksykańska lazania (meksykańska bo takież składniki, lazania bo ułożona na sposób lazanii) czy też lazania wenecka z polenty, bo tak się Wenecja kojarzy Nigelli. Nie chcę powiedzieć, że taki stosunek do potraw jest z gruntu zły, tylko należy pamiętać, że są także INNE książki kucharskie i takich także należy spróbować. Nigella jest tylko autentyczna, kiedy pisze o kuchni brytyjskiej, więc do tematów jest pisarstwa można jeszcze dodać Szanuj swoje dziedzictwo.

W książce kucharskiej najważniejsze jednak są przepisy. Ja dzielę je na te, o których nie mam nic do powiedzenia, na te które mi się podobają i na te, które nie podobają mi się w ogóle. Od razu mówię, że nie znam się na owocach morza i kuchniach dalekowschodnich. Lubię sushi, noodle, olej sezamowy i to by było na tyle;) Myślę, że największym grzechem tej książki jest nuda. Ta nuda jednak pochodzi z dwóch źródeł. Po pierwsze wiele przepisów, które prezentuje Nigella, to lekko zmienione wersje potraw, które były już w innych jej książkach. I tak znowu mamy nudne czekoladowe ciasta, ciasteczka, serniki, brownies, itd. Tłuste szynki, żeberka, pulpety, kotlety makarony i to ciągłe używanie pancetty i chorizo. Całkowicie jednak chybione przepisy dla mnie to trifle, który woła o pomstę do nieba bo w wygląda jak wysypisko śmieci, pizza na miękkim spodzie (pizza i miękki spód?! Z pewnymi rzeczami się nie eksperymentuje, bo można je tylko zepsuć) oraz chrupiące skóry wieprzowe (aż mną wstrząsa).

Jest coś w ciastach Nigelli, co mnie odrzuca. Nie tylko to, że wszystkie są na proszku i robi się je w 10 minut (to nieprawda, że za minimum wysiłku, otrzymujesz maksimum satysfakcji) ale chyba nawet bardziej to, że jestem wychowany w ten sposób, że ciasto, które opadło, to zakalec i jest on porażką. Dlatego nie znoszę brownies. U Nigelli prawie każde ciasto jest opadnięte i dlatego dla mnie niejadalne. A ciasto kminkowe w książce to już przesada, bo wygląda na zdjęciu jakby opadło do połowy formy.

Książka jest nudna także dlatego, że jest w niej wiele dań z klasycznej kuchni międzynarodowej i nie trzeba kupować książki Nigelli za prawie 100 złoty, żeby dowiedzieć się jak je zrobić, bo wystarczy sprawdzić w internecie. I tak mamy tutaj przepisy na przykład na:

 

  1. ciasto pasikonika (klasyczny Grasshopper Pie)

  2. tartę z lemon curd z owocami

  3. kurczaka teryaki

  4. risotta

  5. chocolate chip cookies, blondies, brownies

  6. bundt cake

  7. pieczony kurczak

  8. mufiny i cupcakes

  9. chocolate con churros

  10. tiramisu tyle, że z frangelico

  11. kurczak z 40 ząbkami czosnku

 

 

 

Itd, itp. W ogóle ciekawe jest to, że Nigelli tak łatwo ten recycling uchodzi na sucho. Trzeba także dodać, że wiele potraw Nigelli to assembly job, gdzie gotowe składniki trzeba jedynie złożyć razem; nie wiem, czy jest to jeszcze gotowanie. Trochę jest to podobne do Semi-HomeMade Sandry Lee, tyle z Sandry się śmieją a Nigellę podziwiają.

Najlepszym testem książki kucharskiej dla mnie jest to, ile potraw z niej zaraz chcę ugotować. Z Plenty Ottolenghi mogę ugotować prawie wszystko, tu jedynie kilka przepisów. I tak ciasto migdałowo-marchewkowe z polentą, sałata z boczkiem (ale gdzie grzanki?), pulpety z indyka, krem margarita do ciasta czekoladowego, kotlety z porto i rozmarynem i sernik z bananami.

Książka Nigelli Lawson jest więc dla jej fanów, którzy są kolekcjonerami. Nie polecam tej książki tym, którzy mają większy apetyt i większe ambicje.

 

Nigella Lawson Kuchnia Przepisy z serca domu Filo 2011

piątek, 13 maja 2011

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

Lubię ciasta z musami, bo są lżejsze niż masy oparte na maśle nawet te mieszane z kremem cukierniczym (budyniowym). Ciasto ma bardzo harmonijny smak. Biała czekolada nie jest tutaj zbyt mdła ani za słodka, co się często zdarza, bo sąsiaduje z rabarbarem. Do tego mamy kontrast między aksamitnym musem a chrupiącymi migdałami. Cały pomysł na mrożenie ciast bierze się stąd, że poszczególne składniki ciasta nie mieszają się ze sobą i szybko tężeją. Ciasto nie jest tak trudne jak się wydaje i można zrobić je wcześniej a następnie zamrozić. Dobrze też mieć paski silikonowe do tortownicy, wtedy boki tortu będą nieskazitelnie równe. I na koniec, jeśli kolor musu z rabarbaru Was nie satysfakcjonuje, dodajecie kilka kropel soku z buraków, mus będzie bardziej różowy:) 

 

  

 

Podstawa

 

  • 1 krążek ciasta kruchego lub francuskiego upieczony w tortownicy o średnicy 23cm.

 

Rabarbar

 

  • 500g rabarbaru
  • 200g cukru

 

Nieobrany rabarbar razem z cukrem zawijamy w folię aluminiową i pieczemy przez 35 minut w temperaturze 180 stopni. Rabarbar wyjmujemy i odsączamy na sitku. Powinniśmy mieć 150ml syropu. Sok zachowujemy a rabarbar miksujemy. 

 

 

 

 

Mus z białej czekolady

 

  • 200g białej czekolady
  • 250ml śmietanki 30%

 

Mus z rabarbaru

 

  • 3 żółtka
  • 60g cukru
  • 2 łyżki wody
  • 100ml syropu z rabarbaru + 3 łyżki
  • 250ml śmietanki 30%
  • 2 łyżeczki żelatyny 

 

Galaretka z rabarbaru

 

  • Zmiksowany rabarbar
  • 1,5 łyżeczki żelatyny
  • 50ml syropu z rabarbaru minus 3 łyżki

 

Posypka

 

  • 75g uprażonych migdałów ze skórką grubo posiekanych

 

 

1. Robimy mus z białej czekolady. Czekoladę topimy w kąpieli wodnej. Studzimy i mieszamy z ubitą śmietaną kremówką. Mus wykładamy na ciasto w tortownicy i zamrażamy wszystko przez 2 godziny.

2. Następnie robimy galaretkę rabarbarową. Żelatynę łączymy z wodą i odstawiamy na 10 minut, żeby napęczniała. Następnie rozpuszczamy na parze i mieszamy ze zmiksowanym rabarbarem. Studzimy i wykładamy na zamrożony mus czekoladowy.

3. Robimy mus z rabarbaru. Żółtka podgrzewamy na parze mieszając. Zagotowujemy cukier z 2 łyżkami wody i dodajemy do żółtek. Wszystko podgrzewamy na parze, aż lekko zgęstnieje. Żelatynę mieszamy z 3 łyżkami soku i rozpuszczamy na parze. Dodajemy do reszty soku. Kiedy żółtka i sok będą wystudzone mieszamy je z ubitą śmietaną kremówką i wykładamy na zamrożoną galaretkę z rabarbaru.

4. Na wierzch sypiemy migdały i całość zamrażamy przez noc. Rano wkładamy ciasto do lodówki i odmrażamy ok. 6 godzin. 

 

 

 

 
1 , 2