Akcja: Nie kradnij zdjęć! Durszlak.pl
Kategorie: Wszystkie | na słodko | na słono
RSS
poniedziałek, 18 lipca 2011

  TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Danie bardzo proste na lato, szybkie, jeśli wcześniej upiekliście paprykę lub kupiliście ją gotową w słoiku ( nie jest gorsza od tej domowej, z czystym sumieniem polecam). Paprykę trzeba moim zdanie zamarynować w occie winnym, w przeciwnym wypadku będzie  strasznie słodka i bez smaku. Proporcje marynaty są właściwie kwestią smaku, ale nie bójcie się kwaśnego octu, stanowi dobrą równowagę dla papryki. Tę potrawę można także zrobić w wersji bardziej eleganckiej, czyli zalać ją przed pieczeniem dobrym beszamelem. Smacznego. 

 

Składniki

 

  • 3 czerwone papryki
  • 3 kulki mozarrelli po 125g
  • 750g ziemniaków
  • ser do posypania
  • szczypiorek pokrojony
  • sól
  • pieprz
  • masło do wysmarowania formy

 

Marynata do papryki

 

  • 5 łyżek octu winnego
  • 7 łyżek oliwy
  • dwa zgniecione ząbki czosnku
  • sól
  • pieprz

 

 

Paprykę pieczemy w piekarniku na blasze w temperaturze 180 stopni, aż lekko będzie czarna. Wyjmujemy ją, wkładamy do płaskiego naczynia i szczelnie przykrywamy, czekamy, aż lekko wystygnie. Obieramy paprykę ze skórki, zalewamy składnikami marynaty i odstawiamy na całą noc, a przynajmniej na 2 godziny. 

 

 

Paprykę wyciągamy z zalewy (zalewę zachowujemy), i kroimy na mniejsze kawałki. Ziemniaki obieramy, kroimy na cienkie plasterki, wrzucamy do gotującej się, osolonej wody i gotujemy ok. 3 minuty. Ziemniaki odcedzamy, zalewamy marynatą z papryki i jeszcze trochę solimy i pieprzymy. Naczynie żaroodporne smarujemy masłem. Wykładamy warstwę ziemniaków, na to pokrojoną mozzarellę (mozzarellę solimy i pieprzymy), i paprykę. Sypiemu dużo szczypiorku. Czynności powtarzamy, aż się wyczerpią nam składniki. Na wierzchu powinny być ziemniaki. Posypujemy wszystkio serem i zapiekamy przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. 

piątek, 15 lipca 2011

 TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

Napisanie, że jakaś potrawa jest po grecku to właściwie nadużycie, bo to tak, jakby się napisało, że coś jest po francusku, choć wiadomo, że i kuchnia grecka i francuska są niezwykle różnorodne. Kuchnia grecka jest niesamowicie zróżnicowana, inna jest kuchnia Grecji kontynetalnej, inna wysp, a nawet poszczególne wyspy mają swoje  sposoby gotowania. Tak więc napisanie, że coś jest a la Grecque trzeba traktować jako jedynie skrót myślowy. Dzisiaj przepis na kotlety mieleone, które u nas  zbyt czesto są fastfoodem, tłustym i  suchym. A kotlety mielone, wbrew prozaicznej nazwie, mogą naprawdę być czymś bardzo dobrym (kto nie lubi np, spaghetti w sosie pomidorowym z mini pulpetami i parmezanem). Przepis na niniejszą potrawę pochodzi z książki The Foods of the Greek Islands autorstwa Aglai Kremezi, i jest chyba najbardziej zdrową wersją kotletów, jaką można sobie wyobrazić, tym bardziej dla kogoś, kto wierzy, że orzechy i migdały są zbawienne dla zdrowia. 

 

Koltety

 

  • 900g mielonej wieprzowiny
  • 2 cebule
  • pęczek zielonej pietruszki
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 75g mielonych migdałów
  • 75g mielonych orzechów włoskich
  • 3/4 szklanki tartej bułki (szklanka 250ml)
  • 2 jajka
  • 1/4 szklanki oliwy
  • 1 łyżeczka soli
  • pieprz
  • oliwa do smażenia

 

 

Sos

 

  • 300g suszonych śliwek
  • 2 szklanki rosołu
  • 2 szlanki czerownego wina wytrawnego
  • 3 łyżki octu winnego

 

Miksujemy cebulę, pietruszkę oraz sok z cytryny. Do mięsa dodajemy pastę z cebuli oraz resztę składników. Jeśli masa jest zbyt rzadka, możemy dodać więcej bułki tartej. Mięso odstawiamy na 1 godzinę. Formujemy kotlety i smażymy je krótko z obu stron na oliwie. Do brytfanny ze szczelną pokrywą wlewamy rosół, wino, ocet oraz dodajemy sliwki. Przekładamy kotlety do sosu i pieczemy pod przykryciem w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. 20 minut. Sos możemy lekko zagęścić mąką, zredukować lub pozostawić dość rzadki.  

Tagi: mięso
09:53, tjaryma6 , na słono
Link Komentarze (4) »
środa, 13 lipca 2011

  TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Krakersy te są świetne i uzależniające, do tego prawie nie mają cukru. Możecie kombinować z orzechami i przyprawami. W oryginale:

http://www.wildyeastblog.com/2008/12/11/pistachio-anise-wafers/)

pieczone są z anyżem i pistacjami. Możecie użyć np. cynamonu i orzechów włoskich. W swojej wersji użyłem migdałów, maku oraz kardamonu oraz białej mąki, możecie, jeśli chcecie, użyć także razowej. Myślę, że zamiast zakwasu można także użyć drożdży, tylko należy dodać ich bardzo małą ilość, ok. pół łyżeczki świeżych. 

 

 

Rozczyn

 

  • 136g mąki
  • 86g wody
  • 2 łyżeczki zakwasu 

 

Ciasto

 

  • rozczyn
  • 1 łyżeczka soli
  • pół łyżeczki kardamonu
  • 120g oliwy
  • pół łyżeczki skórki otartej z cytryny
  • 25 migdałów ze skórką, zmielone
  • 140g mąki
  • 2 łyżki maku

 

Posypka

  • cukier
  • 20g migdałów grubo krojonych

 

 

Przygotowujemy rozczyn. Łączymy składniki i zostawiamy na 3 godziny do wyrośnięcia, a potem na całą noc w lodówce. Następnego dnia do zakwasu dodajemy resztę skłądników i wyrabiamy bardzo krótko. Połowę ciasta rozwałkowujemy cienko na tylnej stronie dużej blachy do pieczenia ciastek. Ciasto przecinami np. nożem do krojenia pizzy na kwadraty lub romby.  Posypujemy grubo pokrojonymi migdałami (trzeba je trochę wcisnąć w ciasto) i cukrem. Odstawiamy do wyrośnięcia na 25 minut. Krakersy pieczemy w temperaturze 180 stopni, aż się zarumienią na wierzchu i brzegach. Tak samo postępujemy z drugą częścią ciasta. 

 

Tagi: migdały
10:58, tjaryma6 , na słono
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 11 lipca 2011

  TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Tarta szybka i przyjemnie się robi, do tego ładnie wygląda. Ciasto kruche można zrobić wcześniej i trzymać w lodówce. Zróbcie, jeśli tęsknicie do zdecydowanego smaku, lub zostawcie sobie przepis na zimę. Ciasto na tortownicę 22-24 cm. 

 

Ciasto

 

Ciasto robimy z tego przepisu, proszę zmniejszyć składniki o połowę. Szklanki mąki w przepisie mają 200ml. 

 

Krem

 

  • 3 jajka
  • 400g mleka skondensowanego słodzonego
  • 100ml soku z limonek
  • skórka otarta z dwóch limonek

 

 

Przygotowujemy krem. Ubijamy jajka przez 1 minutę, następnie dodajemy powoli mleko skondensowane i ubijamy, aż masa będzie puszysta. Dodajemy sok z limonek oraz skórkę i ubijamy wszystko jeszcze 1 minutę. Krem wlewamy na podpieczone ciasto i zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 15 minut. 

Tagi: limonki
12:10, tjaryma6 , na słodko
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 lipca 2011

 TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

Gratin to właściwie sposób pieczenia warzyw, ale najsłynniejszy jest właśnie ten, zrobiony z ziemniaków (Pommes dauphine). Jane Grigson w Vegetable pisze, że to danie pochodzi z dwóch miejsc z Sabaudii i Dauphine, a jego smakowitość polega na kontraście kremowych ziemniaków z ich wierzchnią warstwą, brązową i chrupiącą, zwykle pokrytą serem. 

 

Składniki

 

  • 1 kg ziemniaków
  • 500ml mleka
  • 1 łyżka mąki
  • ser (ja dałem niebieski)
  • ząbek czosnku
  • masło
  • ok 0,5 łyżeczki soli
  • pieprz
  • gałka muszkatołowa

 

 

Ziemniaki kroimy na cienkie palsterki, naprawdę bardzo cienkie. Zagotowujemy mleko z solą i pieprzem. Wkładamy pokrojone ziemniaki zagotowujemy i gotujemy 1 minutę. Ziemniaki przekładamy do naczynia do zapiekania wysmarowanego grubo masłem. Mleko studzimy, dddajemy gałkę muszkatołową oraz 1 płaską łyżkę mąki. Wlewamy mleko do ziemniaków a nawierzchu ukłądamy kawałki masła. PIeczemy w gorącym piekarniku (190 stopni) przez 30 minut, aż wszystko ładnie się zarumieni. Następnie dodajemy drobno pokrojony czosnek oraz ser, zmniejszamy temperaturę do 160 i zapiekamy ok. 3 minut, tak żeby tylko ser się rozpuścił. 

sobota, 09 lipca 2011

 TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

Papryki mamy w sklepach pełno, ale czasami brakuje na nią pomysłu. Podaję więc przepis, który jest bardzo prosty i szybki, o ile pomyślicie trochę na przód (trzeba wcześniej namoczyć ciecierzycę lub kupić już ugotowaną). Pieczona papryka nadaje się do mnóstwa rzeczy, jednak po upieczeniu należy ją na krótko zamarynować w occie winnym, soli, oliwie i pieprzu, w przeciwnym wypadku będzie bez smaku, ot taka słodkawa jarzynka.  W tym przepisie niczego nie trzeba jednak marynować, bo hummus ma dużo smaku z czosnku, cytryny i tahiny. Niech Was nie przeraża główka czosnku w przepisie, po upieczeniu czosnek jest delikatny i słodkawy. Z pdanych składników wyjdzie Wam dużo pasty, na dwa podejścia. Past jest dość gęsta, więc, jeśli zamierzacie  ją jeść z makaronem, dodajcie do niej trochę wody z gotowania pasty. Polecam. 

 

Składniki

 

  • 200g suchej ciecierzycy
  • 3 papryki czerwone
  • tahina do smaku
  • główka czosnku
  • sól
  • pieprz
  • 3 łyżki oliwy
  • sok z cytryny

 

 

Ciecierzycę namaczamy na 24 godziny. Następnie gotujemy do miękkości (w szybkowarze około 45 minut). Paprykę pieczemy w piekarniku, aż jej skórka będzie częściowo czarna. Razem z papryką pieczemy główkę czosnku posmarowaną oliwą. Upieczoną paprykę umieszczamy w misce i przykrywamy szcelnie, aż prawie wystygnie, następnie usuwamy z niej skórę. Ząbki pieczonego czosnku wyciskamy do ugotowanej i odcedzonej ciecierzycy. Dodajemy paprykę i oliwa, wszystko miksujemy. Dodajemy do smaku tahinę, sól, pieprz i sok z cytryny. Podajemy z makaronem albo jako pastę do chleba. 

piątek, 08 lipca 2011

 TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

W tym roku urodzaj bobu, więc chciałoby się więcej i więcej przepisów. Ja uważam, że, choć inne przepisy są naprawdę warte próbowania, to dla mnie zwykły bób z wody, jedzony wspólnie, jest najlepszym spsobem jedzenia tej jarzyny. Dziaj propozycja, która wyniknęła z natchnienia, które mnie ogarnęło po lekturze lipcowej Kuchni, bób z białą kiełbasą.

 

Składniki

 

  • 500g bobu
  • 2 kiełbasy białe (jeśli surowe, to trzeba najpierw je ugotować)
  • 100g boczku
  • 2 małe cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • dużo zieleniny (najlepsza pietruszka i nać selera)
  • oliwa do smażenia
  • sól
  • pieprz

 

Bób wrzucamy do gotującej się wody. Gotujemy 4-5 minut. Bób obieramy ze skórki, kiedy jeszcze będzie lekko ciepły. Na odrobinę oliwy wrzucamy pokrojony boczek, wytapiamy z niego tłuszcz. Dodajemy cebulę, czosnek oraz białą kiełbasą pokrojoną w plasterki. Smażymy ale tak, żeby cebula się tylko lekko zarumieniła. Dodajemy obrany bób, smażymy jeszcze mniej więcej minutę. Dodajemu zieleninę, jemy. 

Tagi: bób
15:28, tjaryma6
Link Komentarze (5) »
środa, 06 lipca 2011

  TO jest blog archiwalny zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

To ciasto jest bardzo szybkie, na rodzinny obiad lub do kawy na popołudnie. Jest wilgotne i bardzo cytrynowe, jeśli komuś zbyt mało jednak smaku cytrynowego, możecie zrobić jeszcze lukier, oczywiście cytrynowy. Migdały w środku dodają elementu chrupiącego. Ciasto pochodzi z bardzo dobrej książki The Cake Book Tish Boyle. Książkę bardzo polecam, bo pełna jest nieskomplikowanych, bardzo dobrych ciast. Najlepiej upiec to ciasto w formie z kominem.

 

 

Składniki 

 

  • 272g mąki
  • 1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 3/4 szklanki maku (wszystkie szklanki po 250 ml)
  • 200g masła miękkiego
  • 300 cukru
  • 3 jajka
  • 1 łyżka skórki otartej z cytryny
  • 60ml soku cytrynowego
  • 1 łyżka prawdziwego ekstraktu waniliowego (6 lasek wanilii włożyć do 0,5l wódki na 6 tygodni, wanilia na Allegro ok. 2zł/sztuka)
  • 240ml  kwaśnej śmietany
  • 100g migdałów

 

Migdały prażymy, następnie grubo siekamy. Wymieszać mąkę, proszek i sodę (najlepiej trzepaczką, działa prawie jak przesianie składników). Ubijamy miękkie masło do białości, następnie dodajemy cukier i ubijamy nadal ok. 5 minut. Dodajemy jajka pojedyńczo, po każdym jajku ubijamy masę 1 minutę. Dodajemy skórkę cytrynową, sok z cytryny oraz wanilię. DOdajemy składniki suche w trzech ratach na zmianę ze śmietaną. Nakładamy połowę masy do formy z kominem, posypujemu migdałami i dodajemy resztę masy. Ciasto pieczemy przez ok. 30 minut w piekarniku nagrzamym do 180 stopni. Ciasto jest gotowe, jeśli wbity patyczek testujący, będzie suchy. 

wtorek, 05 lipca 2011

 

 

Książka Giny Mallet została wydana w roku 2006, a jej oryginał w roku 2004, czy więc oznacza to, że "ostatnia szansa, żeby dobrze zjeść' już nas ominęła? Renesans oryginalnych produktów żywnościowych obserwujemy już od kilku lat, ale należy się zastanowić, czy parę jaskółek zwiastuje wiosnę, czy też te jaskółki raczej potwierdzają regułę. Bo Gina Mallet opisała w swojej książce,  w którą stronę idzie świat, a właściwie, w którą stronę światowy rynek żywnościowy pchają ogromne koncerny zajmujące się żywnością (takie jak Cargill, Monsanto) czy też sieci supermarketów (Carrefour, Tesco lub Walmart).

Ta książka nie jest jednak zbyt na serio napisana, spokojnie można ją wziąć na plażę, a nasze wątpliwej jakości wybory (np. wybór zuniformizowanych produktów żywnościowych) nie przyprawią nas o wyrzuty sumienia. Książka jest napisana dowcipnie, ze swadą i bardzo interesująco oraz bez zacietrzewienia, co dla jednych może byc wadą a dla innych zaletą. Autorka dzieli książkę na rozdziały podporządkowane poszczególnym grupom żywnościowym (warzywa, produkty mleczne, jaja itd) i pokazuje wpływ wielkiego przemysłu i handlu na ich produkcję, dystrybucję oraz nasze wybory.

Nie jest ta książka żadnym  traktatem naukowym. Posłużę się tutaj przykładem: swoją historię produkcji serów po drugiej wojnie światowej autorka zaczyna od działu serów w londyńskim Harrodsie. Ale Harrods jest tutaj przykładem starej, dobrej szkoły brytyjskiego handlu, który oferuje absolutną jakość, różnorodność i gdzie cena nie jest najważniejsza. Po drugiej wojnie światowej w latach 50-tych brytyjski przemysł serowarski był w rozsypce, mógł się "poszczycić" jedynie masowo, i państwowo produkowanym "serem narodowym", a małe farmy produkujące dobry Cheddar czy Gloucester były w odwrocie. W Harrodsie jednak można było kupić najlepszy Brie o różnym stopniu dojrzewania, mozzarellę, comte, parmezan czy też gorgonzolę, a ekspedient wiedział, co sprzedaje.

Największym czarnym charakterem w tej książce są Amerykanie, którzy są przewrażliwieni na punkcie higieny, bakterii oraz myślą jedynie w kategoriach pieniędza, co oznacza uniformizację. Od lat 70-tych datuje sie początek presji wywieranej przez Amerykańską FDA (Food and Drug Administration) oraz ich przemysł rolniczy i sieci sprzedaży, aby zaprzestać produkcji oraz sprzedaży najpierw w USA a potem także w Europie (oczywiście Francuzi, Włosi oraz Brytyjczycy, Holendrzy i Szwajcarzy byli przeciw) serów robionych z surowego mleka, które rzekomo są zagrożeniem dla populacji. Autorka opisuje historię fałszowania wyników badań, które miały przekonać FDA do tego zakazu. A zakaz mógł mieć katastrofalne skutki dla naturalnej producji serów, które przygotowywane z surowego mleka mają bogaty smak, oddychają, dojrzewają i żyją. Przemysł globalny chciałby wyprzeć takie sery produkując maszynowo i "bezdusznie" surogaty serów typu niby "parmezan" utarty już na tarce i zapakowany - pełna wygoda i bezpieczeństwo. Zero smaku. 

Także dla supermarketów nie jest bez znaczenia to, że rosnąca popularność produktów organicznych w tym serów powoduje komplikację w kwestii transportu, przechowywania a także wymaga pośwęcenia kolejnej cennej powierzchni w sklepach. Wszystko więc wskazuje na to, że możemy być skazani na śmierć pewnych smaków, których początek życia datuje się nawet na 2 tys. lat wcześniej.

Kiedy jednak przyglądam się polskim serom, myślę sobie, że chciałbym mieć takie problemy tutaj jak na Zachodzie (mleko surowe vs. pasteryzowane), bo u nas polskie sery (z nielicznymi wyjątkami) nie mają swojego zapachu, smaku, pachną po prostu mlekiem, czasami nawet mlekiem w proszku. Polacy nie są wyrafinowani w kwesti serów i pokazuje to nasz język. Mamy po prostu ser żółty, nieważne jaki, ser to ser. W angielskim jest cheese (wszystko co nie jest serem białym) ale nikt nie powie ser żółty w sklepie, bo sery mają swoje nazwy i każdy jest inny i wyjątkowy. U nas nazwy są jedynie umowne.

Książka Mallet to właściwe także historia jej rodziny, bo jako mała dziwczynka autorka chodziła do Harrodsa i wybierała z babcią wspaniałe sery, których zapach jeszcze pamięta do dziś. Jeśli interesuje Was historia tego, co stało się z mięsem, jajami, warzywami czy rybą przeczytajcie tę książkę nawet na plaży?. Polecam. 

 

Gina Mallet Ostatnia szansa, żeby dobrze zjeść, tł. Szlagor T., Wydawnictwo Twój Styl, Warszawa, 2006, s. 336

Tagi: recenzja
11:59, tjaryma6
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 lipca 2011

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

Jak wiadomo briosza to ciasto, które przez noc leży w lodówce, żeby dojrzewać, ale, jeśli nagle ogarnie Was nagły napad chęci na ciasto z owocami, to możecie taką brioszę zrobić w 4 godziny. Polskie ciasto drożdżowe, takie zwykłe, codzienne, robione jest szybko (zawiera dużą ilość drożdży) oraz z niewielu żółtek. Moja briosza też ma dużo drożdży, więc szybko rośnie, ale ma dużo jajek, więc jest delikatniejsza niż jej polskie odpowiedniki. Na jagody, porzeczki i się nadaje, ale na wiśnie lub śliwki już nie, bo ciasto zbyt delikatne. Do tego słodzona jest miodem (dłużej więc zachowuje świeżość, bo miód jest higroskopijny) i zawiera dużo migdałów. Na zdjęciach widać, że jagody obtoczone są w (zbyt) dużej ilości mąki, ale uważam, że mąka nie jest potrzebna, jagody nie puściły aż tyle soku i na pewno nie opadną. Polecam!

 

Składniki

 

  • 125g plus 250g mąki
  • 30g drożdży swieżych
  • 1 jajko plus 4 jajka
  • 4 łyżki mleka
  • 4 łyżki miodu
  • 100g masła
  • 100g posiekanych i migdałów plus płatki migdałowe do posypania
  • 150-200g jagód

 

Rosnące ciasto

 

Robimy rozczyn. Mieszamy drożdże, 125g mąki, mleko i 1 jajko. Odstawiamy na 45 minut. Następnie dodajemy jajka, resztę mąki i szczyptę soli. Wyrabiamy przez ok. 20 minut. Jeśli ciasto wyda Wam się zbyt luźne dodajcie 2-3 łyżki mąki.Następnie dodajemy miód, miękkie masło oraz posiekane migdały. Odstawiamy na 1,5 godziny. Następnie przekładamy ciasto do płaskiej blachy, posypujemy jagodami oraz płatkami migdałowymi. Odstawiamy do rośnięcia na  45 minut. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20-25 minut, aż patyczek - tester wbity w ciasto będzie suchy. 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22