Akcja: Nie kradnij zdjęć! Durszlak.pl

Wpisy z tagiem: obiad

niedziela, 28 listopada 2010

 To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/ 

 

To cannelloni jest oryginalne, bo nie jest nadziane szpinakiem ani mielonym mięsem. Jest lekkie i naprawdę pyszne. Gdybym miał napełniać te przeklęte rurki łyżką tudzież łyżeczką, chyba bym oszalał. Najlepiej użyć szprycy do kremów ale wtedy trzeba mieć bardzo grubą końcówkę do wyciskania farszu, a składniki nadzienia trzeba dość drobno pokroić. Nadzienie jest dość rzadkie a beszamelu dużo tak. żeby cannelloni nam nie wyschły.

 

Sos

 

1200ml mleka

6 łyżek mąki

dwie grube gałązki  rozmarynu

100g masła

250ml pure z dyni

sól, pieprz, gałka muszkatołowa

 

Farsz

 

500g sera tłustego z kubełka

200g boczku

300g pokrojonej w kostkę dyni

1 średnia cebula

2 ząbki czosnku

sok z cytryny

2 jajka

100ml śmietany

sól, pieprz, rozmaryn

 

250g cannelloni

100g sera pleśniowego do posypania

 

 

Mleko zagotowujemy z rozmarynem i odstawiamy na 2 godziny. Robimy beszamel z rozmarynowego mleka, mąki i masła. Dodajemy przyprawy oraz pure z dyni. Przygotowujemy farsz. Boczek pokrojony w kostkę smażymy na patelni mniej więcej 5 minut a następnie dodajemy pokrojoną cebulę i czosnek. Solimy (niewiele), pieprzymy i dodajemy rozmaryn, Smażymy dopóki się cebula zeszkli a następnie dodajemy dynię i smażymy tak długo, aż dynia będzie "al dente" ;) Mieszaninę studzimy i dodajemy ją razem z przyprawami i śmietaną do sera.Doprawiamy sokiem z cytryny, żeby całość nie byla mdła.  Następnie dodajemy jajka. Nadzienie będzie dość rzadkie. Cannelloni nadziewamy farszem najlepiej szprycą. Na spód do naczynia do zapiekania wylewamy połowę beszamelu, na sos wykładamy nadziane cannelloni i polewamy je pozostałym sosem.  Na wierzch sypiemy jeszcze trochę rozmarynu i pokruszony ser. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 30 minut.

 

poniedziałek, 22 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

Zdjęcie z  pieczonym czosnkiem

 

 

W nawiązaniu do kolorów na zdjęciu Nigella Lawson powiedziałaby zapewne, że kuskus wygląda jak wysadzany szlachetnymi kamieniami. My jednak nie będziemy zapuszczać się w tak wydumane porównania. Ten kuskus jest na jesień, na zimę i na cały rok ale teraz szczególnie mamy ochotę na jedzenie, które wygląda tak, że wraca do nas życie. Najlepszy jest do kurczaka smażonego z dodatkiem cytryny, czosnku i masła. Można też ten kuskus wymieszać z pieczonym lub grillowanym kurczakiem. Danie na 4 osoby.

 

250g kuskus

ok. 300ml bulionu

suszone owoce razem 150g  (morele, rodzynki, żurawina)

50g migdałów uprażonych

zielona pietruszka

2 upieczone papryki bez skórki, pokrojone

sól

pieprz

2 łyżeczki garam masali

sok z cytryny

 

 

 

Suszone owoce moczymy aż będą miękkie. Morele następnie kroimy w paski. Wszystkie składniki (zostawiamy trochę pietruszki i migdałów do przybrania) poza bulionem mieszamy razem. Zalewamy wszystko gorącym bulionem i zostawiamy pod przykryciem na około 5 minut. Następnie doprawiamy do smaku. Skrapiamy jeszcze cytryną.

niedziela, 21 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Buraki są nieznośne w kuchni, zabarwią wszystko, co będzie w pobliżu. Podobno na przyjęciach noblowskich nie podaje się buraków i jagód, bo barwią wszystko dookoła. Za to sałatki z buraka są niezrównane, tylko trzeba go ożenić z czymś, co jest zdecydowane w smaku np z serem pleśniowym albo orzechami w karmelu. Słodycz trzeba jednak złamać cytryną, limonką lub octem. Jeśli danie z buraków ma być obiadem, musimy podać je z czymś konkretnym na przykład z kaszą jęczmienną. Przepis ukazuje się także w cyklu "Jedzmy kasze" zorganizowanego przez bloga przystole. Potrawa nadaje się  na porządny obiad dla dwóch osób.

 

 

Składniki

 

100g kaszy jęczmiennej ugotowane z solą, ciepłej

100g sera pleśniowego pokrojonego w kostkę

pół cebuli namoczonej w soku z pół limonki

świeża bazylia

sól

pieprz

4 średnie buraki ugotowane, pozbawione skórki i pokrojone w kostkę

sok z pół limonki

 

Orzechy

 

100g orzechów włoskich

3 łyżki miodu płynnego

szczypta soli, pieprzu i pieprzu cayenne

 

 

Przygotowujemy orzechy. Miód mieszamy z przyprawami i obtaczamy w nim orzechy. Wykładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i prażymy w 150 stopniach przez 5 minut. Wyciągamy, studzimy.

 

Kaszę doprawiamy solą, pieprzem i cebulą namoczoną w limonce.  Dodajemy połowę sera pleśniowego. Na talerz wykładamy kaszę, posypujemy burakami, pozostałym serem i orzechami włoskimi. Wyciskami na górę sok z połowy limonki i dekorujemy bazylią.

 

wtorek, 16 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

Ten przepis to bardzo dobry sposób podania ziemniaków do pieczeni czy też smażonego kurczaka. Pracę można sobie zorganizować w ten sposób, że pure robimy poprzedniego dnia lub całe ciasto rano a ziemniaki pieczemy przed samym obiadem. Oryginalnie dofinki smaży się w głębokim tłuszczu ale można także upiec je w piekarniku. Będą trochę mniej chrupiące ale mniej tłuste. Najważniejsze to jeść je zaraz po upieczeniu, inaczej tracą lekkość i smak. Dofinki są lekkie, chrupiące i niezwykle atrakcyjne.

 

 

 

1200g pure ziemniaczanego

50g masła

60g mąki

270ml wody

3 jajka

6 łyżek masła plus trochę do posmarowania

sól

pieprz

gałka muszkatołowa

 

Robimy ciasto ptysiowe. Topimy masło w rondlu i dodajemy wodę. Zagotowujemy i wsypujemy naraz całą mąkę. Mieszamy energicznie na ogniu aż ciasto stanie się gładkie, mniej więcej 2 minuty. Następnie zdejmujemy masę z ognia i dodajemy po kolei 3 jajka. Masę łączymy z pure ziemniaczanym i doprawiamy przyprawami. Formujemy małe kulki wielkości dużego orzecha włoskiego i smażymy je albo na głębokim tłuszczu albo w bardzo gorącym piekarniku (230stopni) aż nam się ziemniaczki zrumienią. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i smarujemy odrobioną masła.

 

 

 

 

niedziela, 14 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

 

 

 

Ten wpis ukazuje się z okazji akcji "Kuchnia francuska" oraz "Kurczak na 1000 sposobów" i będzie on miał kilka odcinków. Dzisiaj kurczak smażony na maśle w sosie musztardowym czyli Poulet Au Gratin A La Savoyarde z książki Elisabeth David - znawczyni kuchni francuskiej w Wielkiej Brytanii. Jej książka - French Provincial Cooking - została wydana w roku 1960, a więc mamy do czynienia ze starą, dobrą kuchnią francuską. Taka kuchnia jest dość pracochłonna i uwielbia masło i śmietanę w odróżnieniu od kuchni włoskiej, która stoi pod znakiem oliwy.

 

Danie, jak nazwa wskazuje, pochodzi z Sabaudii, która leży blisko Alp i graniczy z Włochami i Szwajcarią. Stamtąd właśnie wywodzi się jeden z największych kucharzy francuskich Auguste Escoffier. Elizabeth David cytuje w swojej książce przykładowe menu, które można było zjeść w Sabaudii przed wojną roku 1914: "Nasz posiłek składał się z zupy krem z dyni z grzankami smażonymi na maśle, z młodego indyka pieczonego w piekarniku na maśle razem z wiejską kiełbasą oraz z sałatki ziemniaczanej z mniszkiem i  burakami. Na deser zaserwowano gruszki gotowane w czerwonym winie z bitą śmietaną."  Naprawdę świetny zestaw.

 

 

Składniki (kurczak)

 

kurczak o wadze 1500g

150g masła

sól

pieprz

zielona pietruszka

 

Sos

 

50g masła

2 łyżki mąki

125ml bulionu

200ml śmietanki

1 łyżka octu winnego lub 4 łyżki wytrawnego wina

sól

pieprz

2 łyżeczki musztardy (dałem kremską)

2 łyżki gruyera

 

 

 

Kurczaka umyć, posolić i popieprzyć. Do brzucha włożyć 50g masła wymieszanego z solą, pieprzem i zieloną pietruszką. Kurczaka włożyć do piekarnika nagrzanego do 200 stopni w brytfannie, przechylonego na bok i natartego połową pozostałego masła. PO 20 minutach przewrócić kurczaka na drugi bok i posmarować pozostałym tłuszczem. PO 20 minutach położyć kurczaka na grzbiecie i piec mniej więcej przez 1 godzienie polewając utworzonym sosem. Upieczony kurczak wydziela przezroczysty sok po nakłuciu.

 

Sos. Robimy beszamel z mąki, masła i bulionu. Dodajemy śmietankę i gotujemy sos przez 5 minut. Dodajemy sól. pieprz, ocet, musztardę i ser.

 

Na płaskie naczynie wlewamy połowę sosu. Na sos wykładamy kurczaka podzielonego na 4 cześci (najlepiej jeśli mamy nożyce do drobiu). Na kurczaka wylewamy pozostały sos i posypujemy tartą bułką lub grzankami. Na grzanki wlewamy część sosu, który powstał w czasie pieczenia. Zapiekamy orzez 5 minut w najwyższej temperaturze, na jaką możemy nastawić nasz piekarnik np. 250stopni.

 

wtorek, 09 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

 

 

Ten przepis ukazuje się w ramach "Orzechowego Tygodnia" organizowanego przez blog My best Food. Zawsze się zastanawiam, jak to możliwe, że polska kuchnia nie dorobiła się podobnych przepisów, gdzie orzechy używa się także do potraw słonych a nie tylko słodkich. W tej potrawie, która jest genialna, możemy zobaczyć błysk włoskiego geniuszu, który z prostych składników potrafi wyczarować coś tak niewiarygodnie dobrego. Dla sceptyków: zawieście swoją niewiarę i zróbcie to danie, nie pożałujecie, tym bardziej, że robi się 15 minut.

 

 

200g orzechów włoskich uprażonych i pokrojonych

1 gruba kromka chleba namoczonego w 125ml mleka

100g parmezanu startego na tarce plus trochę do posypania

pęczek pietruszki

2 ząbki czosnku

350g makaronu np penne (u mnie pasta typy gnocchi)

sól, pieprz

 

 

 

Wszystkie składniki poza makaronem, pietruszką i parmezanem mielemy w blenderze. dodajemy parmezan i pietruszkę i doprawiamy solą i pieprzem. Makaron gotujemy al dente, ocedzamy i zostawiamy sobie mniej więcej pół szklanki wody z gotwanie się makaronu. Makaron mieszamy z sosem i rozrzedzamy pozostawioną wodą. Posypujemy jeszcze parmezanem i zieloną pietruszką. Jemy.

poniedziałek, 08 listopada 2010

  To jest blog archiwalny, zapraszam na http://domekzpiernika.blogspot.com/

 

 

 

Ten przepis jest inspirowany żydowskim czulentem, bo to taka stara i  dobra potrawa na jesień; rozgrzewa i cieszy. W moim przypadku jest to wersja wegetariańska z ciecierzycą, ziemniakami i papryką. Doprawiajcie ostrożnie bez żadnych zbędnych udziwnień: sól, pieprz i ewentualnie trochę tymianku. Można jednak także potrawę doprawić "po indyjsku" dobrą garam masalą. Doda to nam pożądane ciepło. Przepis się ukazuje w ramach akcji "Jedzmy kasze", i bardzo dobrze, bo zdrowe, sycące i tak dalej ;) Proporcje na 8-10 osób czyli jak na małą imprezę zrobioną małym kosztem.

 

 

Składniki

 

400g ciecierzycy namoczonej i ugotowanej plus woda z gotowania

2 cebule pokrojone

4 ząbki czosnku zgniecione

2 czerwone papryki pokrojone w paski

pół selera naciowego pokrojonego w talarki

1500g ziemniaków

3 marchewki pokrojone w talarki

100g kaszy jęczmiennej

700g krojonych pomidorów z puszki

sól, pieprz, słodka papryka

 

 

Smażymy cebulę z czosnkiem, solimy i pieprzymy. Kiedy się nam zeszkli, dodajemy słodką paprykę (mniej więcej łyżkę) i trochę wody, żeby zmniejszyć temperaturę, inaczej nam się papryka spali i będzie gorzka. Dodajemy paprykę surową i smażymy mniej więcej przez dalsze 10 minut. Obrane ziemniaki kroimy na ćwiartki. Do dużego naczynia do zapiekania wkładamy mieszaninę ze smażoną papryką, ciecierzycę, marchew, ziemniaki i zalewamy wodą, w której gotowała się ciecierzyca. Solimy, pieprzymy i dodajemy tymianek. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni  pod przykryciem i dusimy przez mniej więcej 1 godzinę i 15 minut. Co jakiś czas mieszamy i próbujemy, żeby ocenić smak i ewentualnie doprawić. Następnie dodajemy pomidory i kaszę  i dusimy jeszcze przez pół godziny. Kiedy wszystko będzie miękkie, doprawiamy do smaku. Jeśli pomidory były kwaśne dodajemy cukier.

niedziela, 04 lipca 2010

 

 

 

 

Przyznajcie, kiedy przeczytaliście ten tytuł, byliście pewni, że zamierzam "zjechać" Nigellę. Pewnie dlatego, że pomimo tego, że gramatyka języka polskiego mówi inaczej, ja uważam, że liczba mnoga od słowa mądrość jest rodzaju wybitnie żeńskiego, trochę tak jak kucharka, która bezskutecznie próbuje konkurować z kucharzem. W dzisiejszym wpisie jednak, zamierzam odkupić mądrości kucharki. Nigella nie jest kucharzem przez duże K i to nie tylko dlatego, że nie jest mężczyzną ale także dlatego, że gotuje bardzo dobre DOMOWE jedzenie, które zwykle u nas ogranicza się do ziemniaków, mięsa i surówki. Ona sama twierdzi także, że nic nie denerwuje jej bardziej niż próba silenia się na gotowanie restauracyjne w domu.

Uwielbiam Nigellę Lawson. Kiedy to napisałem, jakoś mi ulżyło, jakbym przyznawał się do jakiegoś grzechu ciężkiego. A grzeszne jest to, że daję się jej oszukać ochoczo przy pomocy tricków, które dokładnie wiem jak działają. No cóż... To, że wiemy, jak działają reklamy, nie znaczy, że na nas nie wpływają. Uwielbiam ją za jej przegięcie, za jej food porn (choć seksualnie na mnie nie działa), za jej kiczowaty język, z którego uwielbiam się naśmiewać, i za to, żę czuję się przez nią rozgrzeszony, za moje łakomstwo, które u niej jest cnotą. Za bezpretensjonalność, dobre pomysły w kuchni i za to, że tak sprytnie połączyła bycie posh (elegancja, wyrafinowanie i wyższa sfera) ze stylem pracującej matki (demonstracyjne chodzenie w szlafroku, chodzenie na pośpieszne zakupy, i praca, praca, praca). Można Nigelli nie lubić, mówić, że nic w jej przepisach nie jest oryginalne ale trzeba jej przyznać, że wie, skąd ściągać dobre pomysły. A teraz próbka jej mądrości z How to Eat:

"Bądźmy szczerzy. Nie chodzi o toksyny, cholesterol, czakra czy też meridiany, chodzi o próżność. NIkt nie lubi przyznawać się do tak narcystycznej wady, jaką jest dbanie o coś tak nieistotnego jak wygląd. Bycie na diecie staje się czymś na kształt moralnego imperatywu, szczególnie wtedy, kiedy jest łączone ze zdrowiem. Nie potępiam tak płytkich obsesji tych po ludzku próżnych ludzi, włączając w to samą siebie. Nie cierpię jednak  tego newagowego voodoo, idei, że jedzenie jest albo zdrowe albo niezdrowe, że dzięki diecie stajesz się dobrą osobą oraz tego, że ta dobra osoba musi być szczupła, opalona i wysportowana. Nie przemawia do mnie argument z masy mięsniowej. Dlaczego zamartwianie  się własnym ciałem ma być traktowane na równi z cnotą. Ta idea stanowi niebezpieczeństwo połączenia faszyzmu (z jego ideologicznym kultem fizycznej doskonałości)) oraz purytanizmu (z jego lekiem przed ciałem oraz wiarą, że zbawienie prowadzi przez zaparcie się siebie. "

 

Wiem, wiem... trochę antyintelektualne. ale jak na popkulturę całkiem przenikliwe.

A teraz jej przepis, a raczej z jej książki How to eat.

 


 

 

SKŁADNIKI

 

Ciasto

 

500g mąki

łyżeczka sody

300ml jogurtu

łyżeczka soli

2 jajka

trochę oliwy

 

Nadzienie

 

dwie kulki mozzarelli

200g sera pleśniowego

500g fety

1 jajko

4 łyżki bułki tartej

ulubione dodatki

 

 

 

 

Mieszamy jogurt, jajka, sól i oliwę. Dodajemy tyle mąki, żeby powstało dość luźne ciasto. Ciasto odstawiamy na 20 minut. Mieszamy składniki nadzienia, do którego można dodać: ulubione zioła, suszone pomidory, czarne oliwki, boczek, kapary. Właściwie, co dusza zapragnie.

 

 

 

Ciasto dzielimy na połowę. Jedną połowę rozwałkowujemy, jeśli potrafimy, na idealnie okrągły placek. Będzie to dość trudne, bo ciasto się klei. Ciasto przenosimy na prostokątną blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Na ciasto nakładamy nadzienie i przykrywany drugim, podobnie rozwałkowanym ciastem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20 minut. Jeśli ktoś woli ciasto drożdżowe, jestem pewien, że też będzie dobre. Zróbcie ciasto jak na pizzę (mąka, woda, sól, drożdże, oliwa), tyle, że trochę luźniejsze.